niedziela, 27 listopada 2022

Rozdział VI - Ważne rozmowy


Sissi nie miała ochoty na to, aby dalej się bawić na balu. Załamana jeszcze przez chwilę wpatrywała się w miejsce, w jakim kilka minut temu stała jej siostra zapłakana i załamana, a potem wróciła do swojego pokoju, gdzie usiadła na łóżku, nie wiedząc, co ma ze sobą począć. Po jej głowie krążyło mnóstwo myśli, a każda z nich bardziej przygnębiająca od poprzedniej. Z jednej bowiem strony Sissi była szczęśliwa, że Franciszek ją kocha i okazał jej to. Z drugiej jednak, czy aby na pewno powinien to zrobić w taki sposób, publicznie i przy wszystkich, dodatkowo raniąc Nene? Nie, zdecydowanie taka metoda okazywania miłości nie przemawiała do Sissi. To było ponad jej siły.
I co ona miała teraz zrobić? Przyznać, że też kocha Franciszka, zostać potem jego żoną i cieszyć się tym stanem rzeczy? Żyć ze świadomością, że swoje własne szczęście zbudowała na krzywdzie rodzonej siostry? A ponadto mieć świadomość, że nie pasuje do świata, do którego Franciszek próbuje ją wciągnąć, co na pewno by na każdym kroku jej okazywano? Czy życie pełnej tej sztywnej etykiety, którą już zdążyła częściowo poznać, będzie życiem, w którym się odnajdzie? Na te oraz na jeszcze wiele innych pytań, krążących jej teraz po głowie, nie umiała odnaleźć odpowiedzi. I czuła, że nieprędko je odnajdzie.
Ktoś nagle zapukał do drzwi. Sissi nie miała siły ani ochotę na czyjąkolwiek wizytę, jednak mimo to powiedziała: „Proszę” i zauważyła, że do pokoju wchodzi jej matka. Miała na twarzy wymalowaną bardzo zasmuconą minę.
- Nie przeszkadzam, kochanie? - zapytała.
- A niby w czym mogłabyś przeszkadzać, mamo? Chyba w myśleniu o tym, co tu się stało - odpowiedziała nie bez ironii Sissi - A to nie są pozytywne myśli, mogę cię o tym zapewnić.
- Domyślam się tego - powiedziała Ludwika, zamykając za sobą drzwi.
Podeszła powoli do córki, patrząc na nią ze smutkiem i współczuciem.
- Byłam u Nene. Próbowałam ją jakoś pocieszyć, ale chyba na chwilę obecną lepiej ją zostawić w spokoju - rzekła po chwili.
- Odniosłam takie samo wrażenie, gdy nakrzyczała na mnie, oskarżając mnie o wszystko, co najgorsze - odparła Sissi.
- Nie miej do niej o to żalu. W jednej chwili publicznie przekonała się, jak to wszystko, na co miała nadzieję, rozpada się niczym domek z kart. W takiej sytuacji trudno jest chyba zachować się rozsądnie, a oskarżanie innych o celowe dążenie do skrzywdzenia nas jest czymś normalnym.
- Owszem, ale sądziłam, że Nene lepiej mnie zna. I wie, że nigdy celowo bym jej nie skrzywdziła.
- Ona to wie, kochanie. Po prostu mówiła pod wpływem emocji. Wiem, że to dla ciebie bardzo przykre, ale postaw się w jej sytuacji.
- Ja mam się postawić w jej sytuacji? - zapytała ze złością Sissi, zrywając się z miejsca i zaczynając chodzić nerwowo po pokoju - A ona nie może się postawić w mojej? Myśli, że sprawia mi przyjemność taka sytuacja? Franciszek nawet nie poprosił mnie o rękę. Postawił mnie przed faktem dokonanym! Nawet nie zapytał mnie, czy go kocham.
- A kochasz go? - spytała Ludwika, uważnie przyglądając się córce.
Sissi już chciała zawołać, że nie, że nie wyobraża sobie, aby mogła go kochać i żyć z nim, jednak była osobą z natury prawdomówną i uczciwą, mówiącą zawsze tylko to, co naprawdę czuje, choć czasami może zbyt egzaltowanie. Taką jednak miała naturę. Brzydziła się kłamstwem i nie była w stanie mówić je bliskim sobie osobom, zwłaszcza matce. Dlatego westchnęła głęboko i spojrzała na nią, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa.- Powiedz mi, córeczko. Kochasz go? - powtórzyła Ludwika.
- Tak, mamo. Kocham go - odpowiedziała ze smutkiem w głosie Sissi - Jak ja mogłabym go nie kochać? Kochałam go całe życie, odkąd jeszcze byliśmy oboje dziećmi. Zawsze byliśmy sobie bliscy, zawsze mogliśmy na siebie liczyć, nigdy on mnie nie skrzywdził. Kocham go i marzę o tym, aby być z nim. Ale nie za cenę nieszczęścia mojej siostry. Przecież ona też go kocha.
- Nie, Sissi. Nene go nie kocha. Ona jedynie zauroczyła się nim i dlatego jej serce teraz pęka ze smutku. Ale to wszystko minie, zobaczysz. Teraz cierpi, jednak z czasem jej minie. Choć widok jej łez bardzo mnie boli, nie mogę cię namawiać, abyś rezygnowała ze swojego szczęścia dla życia w fałszu, na jakie by się skazała, wychodząc za kogoś, kto jej nie kocha. Bo przecież Franciszek kocha ciebie, nie ją i obie dobrze o tym wiemy. Czy myślisz, że oboje byliby szczęśliwi, gdyby wzięli ślub? Mylisz się. Oboje by cierpieli i nikomu by to nie przyniosło pożytku.
- Mamo, ale teraz wszyscy myślą, że celowo odbiłam siostrze narzeczonego.
- Nikt tak nie myśli. Poza wtajemniczonymi osobami, a tych jest niewielu, to nikt na tym balu nie wiedział o tym, że to Nene została wybrana na żonę dla ich cesarza. A wtajemniczeni, z obawy przed skandalem, będą siedzieć cicho. Nikt cię więc o nic nie oskarża.
- Nikt oprócz Nene. I pewnie jeszcze cioci Zofii. Widziałam, jak podczas balu na mnie spojrzała, kiedy Franciszek dał mi kwiaty. Była wściekła. Mroziła mnie swoim wzrokiem. Na pewno uważa, że to ja jestem wszystkiemu winna.
Ludwika westchnęła, głęboko poruszona tym, co powiedziała Sissi. Tego już nie mogła potraktować z pobłażaniem, tak jak chwilowego cierpienia Nene.
- To prawda, Zofia to trudna osoba i niełatwo będzie ją przekonać do tego, że nie ponosisz za to żadnej winy. Poza tym, to rujnuje jej wielkie polityczne plany i tego przede wszystkim nie jest ci w stanie wybaczyć. Ale spokojnie, spróbuję z nią na ten temat porozmawiać. Przekonam ją, że nie jesteś niczemu winna, a ponadto jej najważniejsze plany, czyli ślub jej ukochanego syna się wydarzy, tylko panna młoda będzie inna. Wierzę, że jak się uspokoi, to przyjmie to do wiadomości i nie będzie wam stawać na drodze do szczęścia, choć nie przyjdzie jej to łatwo. Zofia jest bardzo uparta, ale w końcu nawet i do niej musi w końcu dotrzeć, że nie będzie i nie może decydować o wszystkim.
- Ale zanim to się stanie, będzie mnie nienawidzić. A ja się bardzo boję tego uczucia. Ja się boję ludzkiej nienawiści. Nie chcę, żeby ktokolwiek żywił do mnie tego rodzaju uczucia.
- Zofia cię nie będzie nienawidzić, córeczko. Po prostu jej miłość własna i jej duma zostały urażone i dlatego będzie zła, może nawet ci to okazywać, ale zaraz nienawiść? Trochę przesadzasz.
- Nawet jeśli to nie jest nienawiść, to jest to złość.
- Ludzkiej złości nie unikniesz, kochanie.
- Uniknę, mamo.
- Niby w jaki sposób?
- Po prostu, nie przyjmę oświadczyn Franciszka.
- Nic ci to nie da, Sissi. Wszyscy będą uważać, że spotkał cię wielki zaszczyt i nie umiesz tego docenić i będą cię nie lubić za to, iż złamałaś serce Franciszkowi i to po tym, jak obdarzył cię tak wielkim honorem, jakim są zaręczyny.
Sissi spojrzała ze śmiertelną powagą na matkę i powiedziała:
- Przysięgam ci, mamo... Nie prosiłam go o to, aby to zrobił. Nie prosiłam go, żeby wyznał mi miłość kosztem Nene.
- Ale chciałaś tego, Sissi - odparła na to Ludwika - Chciałaś, aby odwzajemnił twoje uczucie. Chciałaś być z nim szczęśliwa.
- Myślisz, że tutaj można być szczęśliwym? Mamo, ten pałac jest piękny, ale to jest złota klatka. Nie ma w nim tyle radości, ile u nas, w Possenhofen. Wszystko tu jest takie sztywne, oficjalne, ponure... Te zasady, ta etykieta. Nie widziałam, co prawda jeszcze wszystkiego, na co ich stać, ale słyszałam i widziałam dość, aby nie chcieć tutaj żyć. Nie umiałabym być niewolnicą etykiety.
- Niestety, takie panują tutaj zasady. Od czasów cesarza Karola V się one nie zmieniają i nie wiem, czy kiedykolwiek się zmienią. Gdybyś została żoną Karola, nie musiałabyś tak sztywno ich wszystkich przestrzegać. Jako małżonka jedynie arcyksięcia, brata cesarza, miałabyś więcej przywilejów i wolności. Ale jako żona cesarza będziesz musiała pewne sprawy sobie przyswoić.
Sissi wiedziała, że matka mówi prawdę. Świadomość tego jednak bardzo ją raniła, dlatego zasłoniła sobie oczy dłonią i powiedziała:
- Gdyby on tylko nie był cesarzem... Naprawdę, mamo. Sto razy lepiej bym wolała, gdyby był drwalem. Wtedy moglibyśmy żyć w zgodzie sami ze sobą, a tak będziemy musieli żyć w zgodzie z tą beznadziejną etykietą. Dotąd mnie tylko ona śmieszyła, teraz mnie ona przeraża.
- Wszystko będzie dobrze, córeczko - powiedziała Ludwika, podchodząc do Sissi i dotykając jej ramienia.
Dziewczyna przytuliła się do niej mocno, roniąc przy tym łzy, które kapały na materiał sukni księżnej bawarskiej.
- Co ja mam zrobić, mamo? Co ja mam zrobić? - pytała Sissi.
Ludwika tuliła ją czule do siebie i gładząc jej włosy, odpowiedziała:
- Nie wiem, córeczko. Nie wiem. Kiedy byłaś mała, było nam o wiele łatwiej rozwiązywać twoje problemy. Teraz już nie jest to takie proste. Nic już w naszym życiu nie jest proste.

***

Noc minęła Sissi w miarę spokojnie, choć oczywiście nie pozbawiła jej wcale wątpliwości na temat tego, co powinna zrobić. Z jednej strony bardzo chciała być z Franciszkiem i zostać jego żoną, z drugiej jednak wielki świat etykiety, zasad oraz innych panujących na cesarskim pałacu przepisów budził w niej paniczny strach. Sissi nie była osobą strachliwą i nie było łatwo wzbudzić w jej sercu lęk. Jedną z rzeczy, jakie ją przerażały była klatka ograniczeń. Jako osoba ceniąca sobie ponad wszystko wolność, nie umiałaby się w tym wszystkim odnaleźć. I nie umiałaby w tym świecie być szczęśliwa. Chyba, żeby Franciszek go zmienił. Ale to było raczej mało prawdopodobne, podobnie jak i to, że ciocia Zofia nie będzie okazywać jej jawnej niechęci z powodu tego, iż doprowadziła go zawalenia jej wielkich planów politycznych. A przecież nie zrobiła tego specjalnie. Nie chciała nikogo krzywdzić ani wywoływać takiego zamieszania. A mimo to stała się, mimowolnie rzecz jasna, przyczyną tak wielkiej awantury.
Rano postanowiła o tym wszystkim porozmawiać z Franciszkiem. Chciała z nim wyjaśnić pewne kwestie i zrozumieć, co powinna zrobić. Liczyła, że jej dawny przyjaciel z dzieciństwa, który to zawsze umiał jej pomóc w trudnych sytuacjach, teraz też zdoła tego dokonać. Dlatego, zaraz po śniadaniu, poszła go poszukać. Bez większych trudności odnalazła jego gabinet, w czym pomogła jej Ida Ferenczy, znająca pałac jak własną kieszeń. Przed owym pokojem zatrzymali ją strażnicy i odźwierny.
- Wasza Wysokość, teraz nie wolno tam wejść. Cesarz jest na naradzie - rzekł ten ostatni.
- Ja właśnie w tej sprawie. Chodzi o naradę - odpowiedziała ironicznie Sissi.
- Ale ja nie mogę Waszej Wysokości wpuścić.
- Ale mimo to, zrobisz to.
Ida Ferenczy podsunęła się lekko do odźwiernego i powiedziała do niego po cichu, głuchym szeptem:
- Lepiej się pan jej nie narażaj. To przyszła cesarzowa. Kiedy tylko zostanie żoną cesarza, wyrzuci pana z pracy. Chce pan tego?
Odźwiernemu bynajmniej nie zależało na tym, aby tracić swoje bardzo dobre stanowisko, dające mu niezły dochód i dlatego dał znak strażnikom, aby obaj się przesunęli i wpuścili Sissi. Ci nie byli pewni, czy powinni tak postąpić, ale mimo to ostatecznie ustąpili, a księżniczka bez żadnych oporów weszła do gabinetu. Tam zastała Franciszka siedzącego przy biurku i słuchającego usadowionych naprzeciw niego dwóch mężczyzn, zdających mu z czegoś raport.
- Franz, chciałabym z tobą porozmawiać - powiedziała Sissi, przybierając jak najbardziej poważny ton.
Urzędnicy obejrzeli się na nią bardzo zdumieni jej obecnością i śmiałością, na jaką żadna inna osoba nigdy by sobie nie pozwoliła. Franciszek z kolei sprawiał wrażenie zachwyconego obecnością ukochanej. 
- Witaj, Sissi. Co cię tu sprowadza? - zapytał takim tonem, jakby księżniczka złożyła mu przyjacielską wizytę w prywatnym miejscu.
- Muszę z tobą porozmawiać. Na osobności.
Po tych słowach, Sissi wymownie spojrzała na urzędników, dając im swoim wzrokiem do zrozumienia, że nie życzy sobie ich obecności. Ci byli zmieszani, a jednocześnie zdegustowani zachowaniem księżniczki. Żadna z kobiet, którą znali nie pozwalała sobie nigdy na taką śmiałość nie tylko wobec cesarza, ale i wobec nich samych. Przywykli do posłusznych żon i córek, dlatego też widok bawarskiej dziewczyny, która tak jawnie lekceważyła sobie panujące tutaj zasady, był dla nich co najmniej szokujący. Sam cesarz jednak wychodził z innego założenia, gdyż dla niego zachowanie Sissi było niezwykle zachwycające, naturalne oraz szczere, czyli takie, jakie zawsze było, odkąd tylko pamiętał.
- Jak panowie widzicie, moja ukochana ma temperament, który dodaje jej tak wiele uroku osobistego, iż trudno mu się oprzeć - powiedział dowcipnym tonem - Poza tym, byłoby niegrzecznością odmówić swojej narzeczonej. Jeszcze, nie daj Boże, zmieni zdanie i nie zechce mnie poślubić. Dlatego wybaczcie, ale...
- Oczywiście, Wasza Cesarska Mość - odpowiedzieli chórem mężczyźni, od razu wstając z krzeseł i składając ukłon swojemu władcy, po czym wyszli z sali.
Mijając Sissi, również lekko się jej skłonili, choć bez poszanowania, z jakim to zrobili, kiedy oddawali ukłon cesarzowi. Chwilę później wyszli, zamykając za sobą drzwi, a Franz i Sissi zostali sami.
- Może zechcesz usiąść? - zaproponował Franciszek, wskazując Sissi krzesło.
- Daruj sobie te uprzejmości. Wczoraj jakoś nie miałeś na nie względu, to co cię one teraz obchodzą? - rzuciła ze złością Sissi.
- Mówił ci już ktoś, że jesteś piękna, kiedy się złościsz?
- Nie drażnij mnie lepiej, bo za chwilę bardziej wypięknieję.
- Nie miałbym nic przeciwko temu.
- Inaczej będziesz mówić, jak się naprawdę zdenerwuję. Wtedy nie będzie ci już tak do śmiechu, jak teraz.
- Mimo wszystko zaryzykuję.
Sissi spojrzała jeszcze bardziej rozdrażniona na Franciszka i zapytała:
- Myślisz, że jak jesteś cesarzem, to wolno ci deptać uczucia innych?
- Nigdy nie zamierzałem tego robić - odpowiedział Franz.
- A wczorajsza sytuacja? A to, co zrobiłeś mnie i Nene?
- O co ci chodzi, Sissi?
- O to, w jakiej sytuacji nas stawiasz. Co to za mowa o twojej narzeczonej?
- A nie jesteś nią? Cały dwór może to potwierdzić.
- Ale ja jakoś nic o tym nie wiedziałam.
Franciszek spojrzał na nią zdumiony. Początkowo pomyślał, że jego ukochana żartuje, ale widząc, iż jest śmiertelnie poważna, odparł:
- Jak to? Chcesz powiedzieć, że nie wiedziałaś o tym, jakie zwyczaje panują na naszym dworze?
- Jakoś nie wiedziałam. Wszyscy wokół mnie wiedzieli, o co ci chodzi, kiedy mi wręczyłeś bukiet kwiatów, tylko ja jedna tego nie wiedziałam.
- Myślałam, że matka lub siostra ci to wszystko wyjaśniły.
- Nie wyjaśniały mi niczego. Zapewne dlatego, że uznały, że skoro mam być żoną twojego młodszego brata, to niepotrzebna mi taka wiedza. Bo przecież Karol miał inaczej mnie poprosić o rękę.
- To prawda. Ale naprawdę myślałem, że ci powiedziano, jakie tu panują w tej sprawie obyczaje. Wtedy niespodzianka, jaką dla ciebie przygotowałem, byłaby z całą pewnością przyjemna.
- Niespodzianka? Jaka niespodzianka? Publiczne upokorzenie mojej siostry? Postawienie mnie przed faktem dokonanym? Też mi niespodzianka!
- Chciałem być romantyczny, Sissi.
- Chciałeś podtrzymać rodzinne tradycje, które są dla ciebie o wiele bardziej ważne niż wszystko inne. Nawet niż ja!
- Sissi, nie mów tak! Wiesz, że nic i nikt nie jest dla mnie równie ważny, co ty - powiedział Franciszek, podchodząc do Sissi i patrząc jej w oczy.
- Więc czemu postawiłeś mnie w takiej sytuacji? Nene nie chce mnie znać, a twoja matka zapewne uzna mnie teraz za wroga - odpowiedziała Sissi.
- Moja matka się złości, bo pierwszy raz nic nie idzie po jej myśli, ale to tylko chwilowe. W końcu przestanie to robić i będzie cieszyć się naszym szczęściem. A co do Nene, sam jej wszystko wyjaśnię, a wtedy zrozumie, że nie mogłem postąpić inaczej.
- Ale dlaczego, Franz? Dlaczego nie mogłeś postąpić inaczej?
- Jeszcze tego nie rozumiesz, Sissi?
Księżniczka spojrzała na niego z uwagą, jakby próbowała wyczytać prawdę z jego oczu. Nie była jednak pewna tego, co w nich zobaczyła i dlatego rzekła:
- Naprawdę to wszystko jest jakieś dziwne. Powiedz mi, czemu nie wybrałeś Nene? Co masz jej do zarzucenia?
- Nic, Sissi - odpowiedział czułym tonem Franciszek - Jest piękna, mądra, ma dobre serce i odpowiednie wykształcenie. Ale widzisz, nie chodzi o to, jaka twoja siostra jest, ale jaka nie jest. A nie jest tobą.
- Co jest takiego we mnie wyjątkowego, że wolisz mnie, a nie ją?
- Nie wiesz, Sissi? Ty naprawdę nie wiesz? Bo jesteś wyjątkowa pod każdym względem. Dobra, piękna, mądra i wrażliwa, naturalna i szczera. Masz w sobie tak wiele wdzięku, tak wiele radości i chęci życia, tak wiele miłości. Gdy kochasz, to robisz to całym sercem. Nigdy nikogo nie udajesz. Nigdy nie jesteś fałszywa. Jak coś mówisz lub robisz, to jesteś uczciwa. Potrafisz odnaleźć radość tam, gdzie nikt inny tego nie umie zrobić. Można zawsze na tobie polegać. Poza tym, jesteś moją małą Sissi. Moją małą i serdeczną przyjaciółką z dzieciństwa, z którą zawsze było mi tak dobrze. I którą obiecałem poślubić. Pamiętasz?
Sissi lekko parsknęła śmiechem, rozbawiona tego rodzaju argumentem.
- Proszę cię, Franciszku. Przecież to miało miejsce tak dawno. Traktujesz tego rodzaju obietnice na poważnie?
- Ja wszystkie swoje obietnice traktuję poważnie - odpowiedział Franciszek - Zwłaszcza te obietnice, które składam tobie.
- W takim razie obiecaj mi, że odwołasz to wszystko. Nie mogę zostać twoją żoną. Nie umiałabym żyć w twoim świecie.
- Nauczysz się tego, Sissi. Poza tym, zawsze ten świat można zmienić tak, abyśmy oboje byli w nim szczęśliwi.
- Nie, Franz. Nie zdołamy tego zrobić. Proszę, ożeń się z Nene. Ona cię kocha i da ci wiele szczęścia.
Mówiła to wbrew sobie, ale wychodziła z założenia, że tak będzie lepiej. Dla niej, dla Nene i dla Franciszka. On jednak uważał inaczej.
- Nawet jeżeli odrzucisz moje uczucie, nie poślubię Nene. Nie kocham jej, a i ona wcale mnie nie kocha. Jeśli cierpi, to dlatego, że pomyliła rodzaj uczucia, jakie żywi do mnie. Pomyliła sympatię z miłością.
- Tego nie możesz wiedzieć.
- Jak powiedziałem, nie poślubię twojej siostry. Ale mogę odwołać to, o czym wczoraj powiadomiłem cały świat. Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Popatrz mi prosto w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz. Że nic do mnie nie czujesz i nigdy nie poczujesz. Wtedy to wszystko odwołam.
Sissi spojrzała mu odważnie w oczy i chciała już powiedzieć to, o co prosił, ale nie zdołała wypuścić tego z ust. Jej serce zawsze należało tylko do niego i on to dobrze wiedział. Okłamywanie go zatem nie miało najmniejszego sensu. Za dobrze ją znał, aby uwierzyć w szczerość takich słów. Poza tym, Sissi naprawdę nigdy nie kłamała i nie była w stanie tego zrobić. A nawet gdyby mogła to zrobić, to tylko wobec obcych sobie osób, a nie wobec bliskich. Nie, bliskich kochała, a dla niej miłość wymagała szczerości i uczciwości. Dlatego nie była w stanie teraz skłamać i jedynie opuściła smutno wzrok, a w tej samej chwili Franciszek dotknął czule jej policzka i powiedział:
- Sama widzisz. Nie jesteś w stanie mnie okłamać. Nie umiesz tego zrobić, bo to zraniłoby nas oboje. Dlatego jestem pewien, że jesteś warta moich uczuć.
- Franz, proszę. Przecież ja się nie nadaję do życia na dworze. Nigdy mnie nie uczono tego, jak mam tu żyć. A co, jeżeli sobie nie poradzę?
- Poradzisz sobie, najdroższa. Poradzisz sobie. I nie będziesz z tym sama. Ja ci pomogę, jak tylko mogę najlepiej.
Sissi spojrzała mu w oczy z miłością i czułością, wierząc, że jest wobec niej uczciwy i szczery. Zawsze mogła na nim polegać, zawsze dotrzymywał słowa. To sprawiało, że była w stanie uwierzyć w jego zapewnienia.
- Och, Franz. Tak się boję. Tak bardzo się boję, że nie dam sobie rady być nie tylko twoją żoną, ale i cesarzową.
- Dasz sobie radę, Sissi. Ty zawsze ze wszystkim sobie dawałaś radę.
- Bo ty mnie zawsze wspierałeś.
- I dalej będę to robił. Masz na to moje słowo.
Sissi spojrzała mu głęboko w oczy i uśmiechnęła się delikatnie. Wiedziała, że może mu zaufać, jak zawsze to robiła i pod tym względem nic się nie zmieniło. W jej sercu od razu pojawiła się radość oraz ogromne ciepło. Jej obawy wobec Franza nie potwierdziły się. Mimo pewnych wad, wciąż był tym samym chłopcem, który był jej tak bliski w dzieciństwie i z którym zawsze umieli się nawzajem zrozumieć. Jak mogła mieć kiedykolwiek wątpliwości, że jest inaczej?
Czułą scenę przerwało wejście odźwiernego, który zapowiedział przyjście do cesarza na rozmowę Jego Ekscelencji, kanclerza Zottornika. Franciszek kazał go wpuścić, a po kilku sekundach do gabinetu wkroczył wysoki mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu lat, przesadnie chudy i łysy, z lekkimi zakolami po bokach głowy, ubrany w jadowicie zielony strój oraz podpierający się laską z głową orła zamiast gałki. Pod pachą miał teczkę z dokumentami. Był najwyraźniej zdumiony, gdy zobaczył w pokoju Sissi, ale starał się tego nie okazywać.
- Proszę wybaczyć, Wasza Cesarska Mość, ale chodzi o sprawy...
- Wagi państwowej, wiem - odpowiedział wesoło Franciszek - Spokojnie, za chwilę się nimi zajmiemy. Najpierw jednak dokonam prezentacji. Kanclerzu, oto moja narzeczona, księżniczka Elżbieta. Sissi, a oto moja prawa ręka i podpora we wszystkich sprawach państwowych, kanclerz Hans Zottornik.
- Bardzo mi miło pana poznać - powiedziała życzliwie Sissi, lekko dygając.
- Mnie również, Wasza Wysokość - odpowiedział kanclerz, składając głęboki ukłon przed Sissi.
- Musisz nam teraz wybaczyć, moja droga, ale sama rozumiesz. Jako cesarz mam poważne obowiązki, którym muszę podołać - rzekł życzliwym tonem Franz - Ale chętnie jeszcze dzisiaj z tobą porozmawiam.
Sissi uśmiechnęła się do niego czule i wyszła z pokoju. Jej wzrok wówczas spotkał się ze wzrokiem kanclerza, który to wyszczerzył delikatnie usta do niej w dosyć osobliwej wersji uśmiechu. Wersja ta nie spodobała się Sissi, która lekko zadrżała z niepokoju. Dopiero teraz spostrzegła, że mężczyzna ma bladą cerę jak u trupa lub wampira z miejscowych podań. Księżniczka je doskonale znała, jednak nigdy w nie specjalnie nie wierzyła, traktując to jako bajki podobne do tych, które pisali bracia Grimm. Teraz jednak przez chwilę zwątpiła w nieprawdziwość tych opowieści i przyszło jej do głowy, że być może w historyjkach starej niani jednak istniało ziarnko prawdy. Dodatkowo w uśmiechu Zottornika było coś takiego, co wzbudziło jej niepokój. Nigdy jeszcze nie miała takiego lęku na widok kogoś, kto się do niej uśmiechał.
Gdy jakąś godzinę później rozmawiała o tym wszystkim z Ludwikiem, wciąż lekko drżała na samo wspomnienie tego człowieka.
- Powiedz mi, czy znasz kanclerza Franciszka? - zapytała kuzyna.
- Masz na myśli starego Zotusia? - spytał ironicznie Ludwik - Owszem i to aż za dobrze. Jako dziecko często tu przyjeżdżałem z matką, która jak pewnie wiesz, była siostrą zmarłego cesarza. I odkąd tylko sięgam pamięcią, stary Zotuś, jak go wtedy nazywaliśmy z Franciszkiem i Karolem, zawsze tutaj był. Oczywiście wtedy był sporo młodszy, ale nawet w wieku czterdziestu lat był chudy jak szczapa oraz blady jak trup. Podobno ma astmę i to dlatego, ale nie wiem, czy to prawda.
- On zawsze był taki stary? - zapytała Sissi.
- Jak go pierwszy raz zobaczyłem, to miałem dziesięć lat, a on czterdzieści i już wtedy był odpychający z wyglądu. Nigdy nie budził naszego zachwytu, ale to akurat nic dziwnego. Bardziej nas zachwycały damy dworu arcyksiężnej Zofii. A te miała ona zawsze bardzo ładne.
Sissi uśmiechnęła się rozbawiona, jakoś łatwo wyobrażając sobie to, o czym jej mówił Ludwik. Ona rzadko bywała w Wiedniu, gdyż nie czuła się w nim za dobrze, a ponadto częściej Franciszek odwiedzał ich niż ona jego. Ludwik z kolei, który przez swoją matkę był kuzynem Franza, a przez ojca jej kuzynem, bywał tu wtedy, gdy był dzieckiem i to wiele razy. Z czasem, kiedy dorastał, nie odwiedzał Wiednia już tak często jak kiedyś, ponieważ coraz bardziej dostrzegał na dworze cesarskim to, co mu się zdecydowanie nie podobało, a ponadto Franciszek i Karol, zajęci swoimi sprawami nie mieli już dla niego tyle czasu, co kiedyś. Poza tym, ostatecznie wyjechał na studia i pokochał zdobywanie wiedzy do tego stopnia, że kontynuował je nawet wtedy, gdy już ukończył uniwersytet w Paryżu. Mimo to, od czasu do czasu sam Franciszek zapraszał go tutaj, aby spędzić z nim nieco czasu i przypomnieć sobie stare czasy. Dlatego na pewno lepiej znał cesarski dwór aniżeli Sissi, której wizyty w nim były niezwykle rzadkie. Mógł zatem powiedzieć swojej kuzynce coś na temat człowieka, który wzbudził w niej taki niepokój.
- Czyli mówisz, że on tak zawsze wyglądał? - spytała po chwili Sissi.
- Bez dwóch zdań. Zawsze był wysoki, chudy oraz trupioblady, a jego wygląd zawsze wyprzedzał jego wiek. Ponadto nigdy nie budził w nas specjalnej sympatii.
- Jakoś wcale mnie to nie dziwi. On wygląda jak wampir.
Ludwik parsknął śmiechem, gdy to usłyszał.
- A wiesz, że jak byłem dzieckiem, to myślałem tak samo jak ty teraz?
- Serio? - zdziwiła się Sissi.
- Oj tak. Naprawdę, ten człowiek zawsze nas przerażał. Franz i Karol się go zawsze bali. Ja trochę mniej, bo byłem starszy, ale mimo wszystko, te opowieści o wampirach, jakich się nasłuchaliśmy zrobiły swoje. Z czasem przestaliśmy się go jednak bać i zaczęliśmy go nazywać starym Zotusiem, bo jak z czegoś się śmiejesz i to do rozpuku, to się tego nie boisz. I tak jakoś nam ten strach minął. Choć Karol do dzisiaj czasami drży na sam widok tego starego grata. Tak swoją drogą, to mnie dziwi, że Franz jeszcze go nie posłał na emeryturę. Chce wprowadzać zmiany w kraju, a otacza się konserwatystami i tzw. starą gwardią.
Oboje z Sissi parsknęli śmiechem, nie mogąc powstrzymać swoich myśli od tego, jak bardzo owo określenie pasuje do Zottornika.
- Stara gwardia. Bo rozumiesz, on jest strasznie stary - mówił, dusząc się przy tym ze śmiechu Ludwik.
- Oj tak. On i reszta mu podobnych urzędników to rzeczywiście stara gwardia. Nawet bardzo stara - chichotała rozbawiona do łez Sissi.
Żarciki te sprawiły, że przestała myśleć o tym, jaki niepokój wzbudził w niej ten człowiek. O ile rzeczywiście był człowiekiem. Bo naprawdę ta trupioblada cera i ten jego ponury uśmiech robiły swoje. Ale mimo tego dobrego nastroju nie była w stanie całkowicie zapomnieć o nieprzyjemnym wrażeniu, jakie on na niej zrobił.
- Naprawdę to jakiś dziwny człowiek - mówiła potem do Ludwika - No i tak fałszywie się do mnie uśmiechał. Jakby chciał mnie ugryźć.
- Spokojnie, Sissi. Na pewno nie zrobi tego w obecności Franciszka. Ani też bez jego wiedzy. Bo prędzej czy później albo ja, albo cesarz by się dowiedzieli o tym i wtedy drań miałby z nami do czynienia.
- Czyli nie powinnam się go obawiać?
- Obawiać nie, ale strzec, to i owszem. To nie jest człowiek, którego mógłbym obdarzyć zaufaniem.
- Czyli nie zaufałbyś mu?
- W niczym. I tobie też radzę tego nie robić. Poza tym, to konserwatysta starej daty. A tacy są najgorsi. Przeciwni wszelkim postępom. Dla nich zasady, jakie ich wychowały są tożsame z wolą Boga, której łamać nie wolno. Takim to nigdy nic nie wytłumaczysz. Tacy jak on nie zrozumieją i nie zechcą zrozumieć niczego, co wykracza poza ich wąski światopogląd.
- Dlaczego więc Franciszek, skoro chce zmian, nadal go tu trzyma?
- Bo mimo wszystko jest niepewny, co do tych zmian. A poza tym, to kanclerz jak dotąd wiernie służył cesarstwu. Dlatego Zofia uważa, że jest tu potrzebny, zaś nasz drogi Franz wciąż się liczy z jej zdaniem. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
- Dlaczego tak mówisz?
- Bo Zofia też jest przeciwna reformom. A ten kraj ich potrzebuje, czy oni ich chcą, czy też nie. Franz jest otwarty na zmiany, ale jest wobec nich nadal niepewny i nieufny. A wpływ kanclerza starego grzyba i konserwatywnej mamusi wcale mu nie pomaga się do nich przekonać.
- Ale chyba się z czasem do nich przekona tak całkowicie, prawda?
- Wierzę, że tak. Spokojnie, na wszystko przyjdzie czas. Na razie skupmy się na tym, iż jesteś cesarską narzeczoną. Czas zacząć przygotowywać się do twoich nowych obowiązków.

***

W tym samym czasie, kiedy Sissi dzieliła się najpierw z Franciszkiem, a zaraz potem z Ludwikiem swoimi spostrzeżeniami, Zofia wezwała do siebie jej matkę. Bardzo chciała omówić z nią pewne sprawy, które wzbudzały w niej niepokój, a raczej ogromną złość, którą próbowała w sobie stłumić. Powtarzała sobie w duchu, że matce cesarza nie wypada się w taki sposób zachowywać, lecz mimo tego miała ochotę gryźć, szarpać i drapać każdego, kto tylko nawinie się jej pod ręce, a już zwłaszcza osobę odpowiedzialną za to wszystko. Wcześniej oczywiście, próbowała porozmawiać o tym wszystkim z Franciszkiem, ale nic to jej nie dało, ponieważ jej pierworodny, dotąd chętnie słuchający jej rad, tym razem nie przyjmował do siebie żadnego tłumaczenia.
- Matko, powiedziałem już chyba wystarczająco jasno. Pozwalam ci, abyś mi doradzała w sprawach politycznych, ponieważ polegam na twoim doświadczeniu, ale w kwestii uczuć pozwól, abym ufał moim, a nie twoim osądom. A poza tym, ja kocham Sissi i cokolwiek mi o niej powiesz, nic tego nie zmieni.
Tymi słowami, Franz całkowicie uciął temat odwołania swojego małżeństwa z młodszą córką księżnej Ludwiki i dał jasno matce do zrozumienia, iż nie chce od niej przyjmować jakichkolwiek protestów. Zofia pojęła więc, że próby przekonania go do zmiany zdania nic tu nie dadzą, postanowiła zatem porozmawiać o tym, co się stało z Ludwiką.
Gdy tak o tym wszystkim rozmyślała, do pokoju weszła służka z ważną dla jej pani informacją.
- Przybyła Jej Wysokość, księżna Ludwika von Wittelsbach.
- Doskonale. Niech wejdzie - odpowiedziała Zofia.
Sługa wyszła i poinformowała księżnę, że matka cesarza prosi na rozmowę. Ludwika nie kazała na siebie czekać i od razu weszła do gabinetu swojej dawnej przyjaciółki.
- Wezwałaś mnie, Zofio - powiedziała - Chcesz ze mną porozmawiać?
- Tak, zgadza się. Siadaj, proszę. Mam z tobą do pomówienia.
Zofia wskazała dłonią Ludwice krzesło stojące naprzeciwko swojego biurka, na którym to księżna wygodnie się usadowiła. Domyślała się, dlaczego została tu wezwana, ale postanowiła pozwolić przyjaciółce się wypowiedzieć i nie uprzedzać w rozmowie tego, o czym arcyksiężna chce z nią mówić.
- Słucham cię zatem - powiedziała jedynie.
- Chyba nie muszę ci mówić, dlaczego cię tu wezwałam - rzekła na to Zofia - Chyba cały pałac wczoraj widział to, co zrobił mój syn. Jak zniweczył wszystkie moje plany na temat związku jego i Karola.
- Rozumiem, do czego zmierzasz, moja droga - powiedziała Ludwika - I nie chcę być niemiła, ale obawiam się, że pretensje za to powinnaś mieć do swojego syna, a nie do mojej córki. Bo na pewno ją o to wszystko winisz, mam rację?
- A twoim zdaniem, nie mam do tego prawa? - zapytała ze złością Zofia - Tak się namęczyłam, aby wszystko idealnie dopiąć na ostatni guzik i zapewnić dobry ożenek moim synom, a twoja nieodpowiedzialna córeczka wszystko mi psuje! I to dlaczego? Bo miała taki kaprys! Jak ty w ogóle wychowałaś Elżbietę? Ona weszła wam wszystkim na głowę. Gdyby tak była moją córką, stawałaby przede mną na baczność, a pod twoim wychowaniem zachowuje się jak rozbrykana sarna! Oto i efekt wiejskiego wychowania. Dzieci wyrastają na niesubordynowane istoty!
- Moja droga, posuwasz się za daleko! - powiedziała stanowczo Ludwika, z trudem zachowując przy tym spokój - Moja córka nie jest niczemu winna. Ona nie miała o niczym pojęcia. To twój syn postawił ją w sytuacji bez wyjścia. Za tę całą sytuację możesz winić jedynie jego. No, a poza tym, chyba już na samym początku postawiłam sprawę jasno. Moje córki wyjdą za twoich synów jedynie wówczas, gdy same tego zechcą i gdy twoi synowie równie tego będą chcieć. Dość już się na twoje warunki zgodziłam i pozwalałam na to, aby Sissi ubierała się skromnie i nie błyszczała ponad Nene, co było samo w sobie bardzo niesprawiedliwe. Jakoś ten warunek zdołałam zaakceptować, podobnie jak i ten, aby po tak krótkim okresie odnowionej znajomości organizować bal zaręczynowy, ale teraz obrażać siebie i moich dzieci ci nie pozwolę!
Po tych słowach, Ludwika zerwała się ze swego miejsca i powiedziała:
- Jeżeli tylko po to mnie wezwałaś, aby mnie zbesztać za to wszystko, co się wczoraj stało, to możemy zakończyć tę rozmowę, która do niczego nie prowadzi. I więcej ci powiem. Natychmiast zabieram obie swoje córki do Bawarii i nie będzie żadnego ślubu!
Zofia zrozumiała, że przesadziła i obraziła dawną przyjaciółkę, a ponadto też i to, iż jeśli Franciszek dowie się o tym wszystkim (a Ludwika już zadba o to, aby na pewno się dowiedział), wścieknie się i więcej się do matki nie odezwie. A mimo swoich wad, arcyksiężna posiadała tę zaletę, że kochała swoje dzieci i to ponad wszystko. I nie chciała w żaden sposób utracić ich miłości. Nawet zatem, jeśli była zła na Sissi i uważała, że nie jest to odpowiednia osoba na cesarzową Austrii, to nie powinna tego jawnie okazywać. Jej syn kochał tę dziewczynę, więc mówienie na nią samych nieprzyjemnych rzeczy zrazi go do matki i zepsuje ich relacje. A tego Zofia nie chciała. Szybko się więc opanowała i zanim Ludwika zdążyła wyjść z jej pokoju, zatrzymała ją, wołając:
- Ludwiko, zaczekaj! Przepraszam cię, poniosło mnie. Usiądź, proszę.
Księżna nie wierzyła w tę nagłą zmianę tonu, ale mimo wszystko postanowiła wysłuchać swojej przyjaciółki, gdyż bardzo kiedyś obie były sobie bliskie i z tego też powodu wolała nie przekreślać definitywnie ich relacji. Wróciła więc na swoje miejsce i usiadła wygodnie na krześle, ale patrzyła przy tym na Zofię ponuro, nie kryjąc swojego niezadowolenia.
- Słucham więc. Co masz mi teraz do powiedzenia? - spytała.
- Przepraszam za to, co przed chwilą ode mnie usłyszałaś - odpowiedziała jej Zofia - To było głupie i podyktowane złością. Nigdy nie powinnam była tego do ciebie mówić.
- Ani do mnie, ani do nikogo, Zofio. Powiedz mi, czy na podobną rozmowę wezwałaś już do siebie moją córkę? Czy zostawiłaś to sobie na później?
- Nie planowałam z nią o tym rozmawiać.
- To dobrze, bo nie życzę sobie, żebyś wylewała na nią swoje żale i te swoje niespełnione polityczne ambicje. Pogódź się z tym, że miłość nie jest sprawą, którą możesz sobie zaplanować. To nie jest bal, aby wszystko sobie przygotować i potem realizować punkt po punkcie wszystkie atrakcje. To jest o wiele bardziej złożona sprawa i nie da się przewidzieć każdego wariantu. Ani go wymusić.
- Rozumiem to doskonale, ale bardzo mi przykro, że nie dało się nam ożenić obu moich synów. Jedynie Franciszek sobie znalazł żonę, a biedny Karol ma teraz złamane serce, że już nie wspomnę o Nene.
Ludwika parsknęła śmiechem pod wpływem tych ostatnich słów.
- Nie rozśmieszaj mnie, Zofio. Karol i złamane serce? Nie wydaje mi się, aby to było możliwe. A zresztą, nawet jeżeli je ma, to na pewno jedna z tych twoich dam dworu go pocieszy. Tylko może przedtem je sprawdź, czy są zdrowe. Teraz to tyle chorób płciowych jest, że strach się bać.
- Wszystkie damy, zanim je przyjęłam na dwór, kazałam porządnie przebadać, skoro już o to pytasz - odpowiedziała Zofia nieco obrażonym tonem - Nie chciałam doprowadzić do tego, aby moi obaj synowie się czymś zarazili.
- Bardzo to chwalebne. A sama stręczysz te damy swoim synkom, czy może też pozostawiasz robotę rajfurki swojej przyjaciółce, baronowej von Tauler?
- Twoje pytania są bardzo niesmaczne, Ludwiko.
- Podobnie jak twoje sugestie wobec mojej córki, wiesz? Poza tym, jakoś nie bardzo mi się uśmiecha wydawanie Sissi i Nene za mąż za mężczyzn, którzy mieli chyba wszystkie kobiety na tym dworze.
- O, przepraszam cię bardzo. O Karolu możesz powiedzieć takie rzeczy, choć ja mu do łóżka nie zaglądam i nie wiem, ile tam było dam dworu. Ale Franciszek jest w porządku. Zapewne jakieś tam romanse miał, to zrozumiałe, jednak...
- Nie zrozum mnie źle, Zofio. Ja nie mam nic do tego, aby mężczyzna zdrowy i silny miał kochanki przed poznaniem swojej żony i zażył nieco życia. Jak pewnie dobrze wiesz, nasi mężowie nie byli lepsi pod tym względem, zwłaszcza mój. Ale oczekuję, że po ślubie następuje całkowity koniec z romansami. Franciszek jest na pewno porządnym człowiekiem i Karol też. Tyle tylko, że widziałam dzisiaj rano, kiedy poszłam pocieszać Nene, jak twój młodszy syn wychodził z pokoju pewnej damy dworu, bardzo zresztą ładnej. Jak na człowieka, który ma złamane serce, to jakoś nie bardzo wyglądał na nieszczęśliwego. Chyba, że ta twoja dama dworu jest genialną pocieszycielką.
- Do czego zmierzasz?
- Do tego, że jeżeli chcesz mi wmówić, iż Karol jest niepocieszony, to chyba musisz się bardziej postarać. I żeby była jasność, bardzo lubię Karola, to jest miły i uroczy chłopiec i trudno mi go nie lubić. Ale nie jest to mąż dla Sissi.
- A może dla Nene? Bo widzisz, skoro Sissi go nie chce, to może Nene?
- Dla niej tym bardziej on nie pasuje. Dla niej pasowałby Franciszek, jednak skoro on woli Sissi, to chwilowo Nene jest bez narzeczonego, ale jestem pewna, że tylko chwilowo. Na pewno niedługo pozna kogoś, kogo pokocha i kto pokocha ją taką, jaka jest. Ale wszystko w swoim czasie. Na razie więc musimy skupić się na tym, aby Sissi i Franz byli szczęśliwi. I to powinno być naszym celem, nie zaś obwinianie siebie nawzajem i zastanawianie się, dlaczego to nasz genialny plan nie wyszedł. Czasami plany zbaczają z kursu i po prostu musi tak być. A nam zostaje jedynie spróbować żyć dalej w warunkach, jakie przygotował dla nas los. W końcu nie są one chyba takie złe, prawda?
- Owszem, złe na pewno nie są. Choć wolałabym inne. Ale już mniejsza o to. Lepiej mi powiedz, co zamierzasz zrobić ze swoją młodszą córką? Przecież ona nie jest w ogóle przygotowana do bycia cesarzową. Nie będzie w stanie się odnaleźć w tym świecie.
- Też mnie to niepokoi, ale odpowiednie szkolenie i wszystko będzie dobrze.
- Uważasz, że to wystarczy?
- A co jeszcze, twoim zdaniem, powinnyśmy zrobić?
- W zasadzie chyba nic.
- No więc, sama widzisz. Trzeba po prostu Sissi przygotować do tego, kim w niedalekiej przyszłości zostanie i tyle. Wierzę w moją córkę i wierzę w to, że sobie z tym wszystkim poradzi.
- Obyś miała rację. Dla jej własnego dobra, lepiej by było, gdyby sobie z tym wszystkim poradziła. Inaczej nigdy nie zdoła się tu odnaleźć i nie da szczęścia ani mojemu synowi, ani sobie samej.
- Jeśli połączymy siły, na pewno damy sobie z tym drobnym problemem radę.
- Też w to wierzę. Dziękuję ci, Ludwikowi. I jeszcze raz przepraszam za to, że się tak uniosłam. Nie powinnam była tego robić.
Ludwika była lekko nieufna w stosunku do Zofii. Za dobrze ją znała, aby nie wiedzieć, że tak niespodziewana zmiana zdania z jej strony raczej nie jest czymś naturalnym i może oznaczać próbę uśpienia czyjeś czujności. Z drugiej wszakże strony, po co miałaby ją oszukiwać i chcieć podejść? I czy potrafiłaby to zrobić jej, swojej serdecznej przyjaciółce i kuzynce, co prawda dalszej, ale zawsze? Ludwika szybko odrzuciła tę myśl i zadowolona porozmawiała jeszcze przez chwilę z Zofią, po czym wyszła z gabinetu, aby pójść do swoich córek i rozmówić się z nimi. Gdy to zrobiła, arcyksiężna natychmiast kazała wezwać do siebie baronową von Tauler. Ta zjawiła się bardzo szybko.
- Wasza Wysokość wzywała mnie? - zapytała.
- Tak, mam dla ciebie zadanie - odpowiedziała jej Zofia - Tylko pamiętaj, że ono musi pozostać między nami.
- Jak każde ważne zadanie powierzone mi przez Waszą Wysokość.
- Doskonale. A zatem posłuchaj... Jak wiesz, cesarz miał poślubić najstarszą córkę mojej przyjaciółki, Ludwiki von Wittelsbach, Helenę, ale niestety, nic z tego planu nie wyszło, gdyż jego serce skradła jej młodsza siostra, Elżbieta.
- Tak, Wasza Wysokość.
- Wiem doskonale, że ta dziewczyna nie jest przystosowana do życia tutaj, na dworze cesarskim i to jest naszym atutem. Za kilka dni pojedzie ona do Bawarii, do swojego domu, aby pod bokiem matki przejść odpowiednie szkolenie, które to będzie wstępem do opanowania przyszłych obowiązków cesarzowej Austrii. Moja droga przyjaciółka, a jej matka sama nie podoła zadaniu przygotowania jej do tego. Będzie potrzebowała nauczycielki. Powierzam ci to zadanie. Masz przygotować ją do bycia cesarzową.
- Rozkaz, Wasza Wysokość. Przygotuję ją najlepiej, jak się tylko da.
- Zapamiętaj jednak jedno, Helgo. Elżbieta nie może przejść tego szkolenia. Ma zrozumieć, że życie na dworze nie jest dla niej. Ma poważnie się zastanowić nad tym, czy chce poślubić mojego syna i dojść do wniosku, że rezygnuje z tego. Jak zapewne dobrze wiesz, bardzo nie lubię, kiedy moje plany nie wychodzą i nie zamierzam odpuścić osobie, która te plany zniweczyła. Elżbieta musi więc mi za to zapłacić. A poza tym, ona nie nadaje się do bycia cesarzową. Jest zbyt niezależna i postępowa, czyli taka, jaka cesarzowa nigdy być nie powinna. Im szybciej zatem zrozumie, że życie tutaj nie jest dla niej, tym lepiej. Ona się wycofa, a Franciszek nie będzie mi w stanie niczego zarzucić, bo przecież narzeczona sama go porzuci.
- Rozumiem, Wasza Wysokość. Zrobię tak, jak Wasza Wysokość sobie życzy.
- Doskonale, Helgo. Ale pamiętaj... Ja nie mam mieć z tym nic wspólnego. To tylko i wyłącznie realizacja cesarskiego protokołu i tak Elżbieta ma to odbierać. Tak ona, jak i jej bliscy. Pamiętaj o tym. Nikt nie może się dowiedzieć, że chcemy ją do dworu zniechęcić. A zwłaszcza Franciszek, bo gdyby się o tym dowiedział, to nigdy by mi tego nie wybaczył. Nie mogę stracić syna z powodu tej dziewczyny. Dlatego dla własnego dobra, nie mów nikomu o tej rozmowie. Bo jeśli mój syn się o tym wszystkim dowie i mnie znienawidzi, to ty drogo mi za to zapłacisz.
Baronowa wzdrygnęła się, gdy to usłyszała. Doskonale wiedziała, że Zofia nie rzuca nigdy słów na wiatr, dlatego tylko dygnęła przed arcyksiężną i wyszła z jej pokoju, aby przygotować siebie i córkę do podróży do Bawarii, jaka miała mieć miejsce już wkrótce. Zanim jednak to zrobiła, udała się na jeszcze jedno spotkanie, do gabinetu kanclerza Zottornika, który właśnie siedział nad papierami.
- Czego chcesz, moja droga? Zajęty jestem - powiedział kanclerz, w ogóle nie odrywając wzroku od papierów.
- Mam nowinę, Ekscelencjo - odparła baronowa, ignorując warczącego na nią psa imieniem Demon, który właśnie obudził się z głębokiego snu.
- Pilne wiadomości miałaś mi zwykle przekazywać wieczorem, w tym moim drugim, tajnym gabinecie, który to służy do tego rodzaju rozmów. Nie życzę sobie, aby ktoś nas razem widział i nabrał jeszcze podejrzeń.
- Proszę mi wybaczyć, ale to nie może czekać.
Zottornik spojrzał wreszcie na kobietę i mimo wyraźnego niezadowolenia, dał znak ręką, aby jego rozmówczyni mówiła, o co jej chodzi.
- Arcyksiężna chce pozbyć się księżniczki Elżbiety z życia swego syna. Chce, abym jechała z nią do Bawarii i przeprowadziła jej szkolenie na nową cesarzową.
- To zaszczytna funkcja ci się trafiła. Rozumiem już, czemu mi to mówisz. To oznacza, że przez pewien czas nie będziesz moim aktywnym agentem.
- Tak, ale nie w tym rzecz. Ekscelencjo, arcyksiężna chce, abym wykończyła dziewczynę ciężkim szkoleniem. Abym jej nie dała ani chwili wytchnienia. Aby sama zrezygnowała z planów matrymonialnych względem cesarza. Jednakże pan, Ekscelencjo, powiedział mi, że ta dziewczyna może być dla nas bardzo użyteczna i dlatego nie wiem, co mam teraz robić.
Kanclerz pomyślał przez chwilę nad tym zagadnieniem, ale dość szybko mu przyszło do głowo rozwiązanie:
- Wykonaj polecenie arcyksiężnej. Szkol księżniczkę Elżbietę, tylko pamiętaj, aby nie przesadzić. Jej miłość do cesarza może być nam bardzo na rękę i dlatego nie możemy pozwolić, aby arcyksiężna się jej pozbyła i zastąpiła ją jakąś damą, która będzie bystra i zorientuje się w naszych działaniach. Gdyby chodziło o pannę Helenę, byłbym niespokojny, ale słodka panna Elżbieta nie ma ani krzty zmysłu politycznego i to czyni ją idealną cesarzową. Głupiutką i uroczą, która oderwie od obowiązków Jego Cesarską Mość. Od obowiązków, które my chętnie przejmiemy i zaprowadzimy tu własne porządki. Dlatego postaraj się wykonać swoje zadanie na tyle dobrze, aby nie zniechęcić dziewczyny.
- Ale arcyksiężna kazała mi zrobić coś wręcz przeciwnego.
- Arcyksiężnej nie będzie w Bawarii, prawda? A czego oczy nie widzą, tego ręce nie mogą ukarać, mam rację?
Baronowa wszystko już zrozumiała i uśmiechnęła się zadowolona do swojego prawdziwego pryncypała, który pogłaskał po łbie kładącego się ponownie do snu psa.

1 komentarz:

  1. Sissi ma mętlik w głowie. Kocha Franciszka, ale nie wie, czy życie na dworze jej się spodoba. Dla wielu dziewczyn życie w pałacu byłoby spełnieniem marzeniem, a dla niej, ceniącej przede wszystkim wolność i własną autonomię, to brzmi jak koszmar, życie w złotej klatce.
    Poza tym ma wyrzuty sumienia, że odbiła siostrze narzeczonego, a Franz postawił ją w zasadzie przed faktem dokonanym, przez co nie może ona odmówić, aby nie obrazić cesarza.
    Na tych sztywniakach musiała zrobić wrażenie wtargniecie Sissi do gabinetu cesarza. Nie są przyzwyczajeni do samodzielnych kobiet. Ich kobiety są piękne, milczą i znają swoje miejsce.
    Franciszek zachwycony temperamentem narzeczonej, zjawiskową urodą Sissi, która jest połączeniem Audrey Hepburn i Brigitte Bardot. Po prostu cudowna.
    Ten Zottuś bardzo mnie rozbawił. Od razu przypomniała mi się Helena z bajki, jak mówiła tak o kanclerzu.
    Sissi wyczuwa, że Zottornik to fałszywy wąż. Nawet, gdy uśmiecha się milutko, to czuć w tym uśmiechu jad.
    Ludwik też nie ma zaufania do tego starego piernika, który chce zatrzymać w kraj w średniowieczu i nie pozwala na żadne reformy.
    Ciekawa była też rozmowa Ludwiki z Zofią. Ludwika broni Sissi i nie pozwala, by Zofia obrażała jej córkę.
    Dwór pełen jest intryg i każdy gra tylko na siebie jak w polskiej piłkarskiej drużynie narodowej.
    Zofia każe baronowej, by zniechęciła Sissi do życia na dworze, a Zottuś każe baronowej coś zupełnie przeciwnego.
    Ciekawe, co będzie dalej?

    OdpowiedzUsuń

Rozdział XXVI - Niezapomniane przedstawienie

Shari stała przed babcią, uważnie się jej przyglądając, gdy ta powoli kończyła swoją robotę. Starsza pani siedziała wygodnie ulokowana na kr...