Następnego dnia arcyksiężna Zofia zaprosiła Ludwikę i jej córki na wspólne śniadanie z nią i jej dwoma synami. Miało to stanowić oficjalne spotkanie dzieci obojga kobiet po wielu latach nie widzenia się. Zofia była zdania, że przełamie to pierwsze lody i sprawi, iż obie planowane do mariażu pary wykonają wobec siebie nawzajem krok, od którego rozpocznie się wspólny spacer w kierunku ołtarza i co za tym idzie, realizacji wszystkich planów arcyksiężnej. Ludwika była zdania, że to rzeczywiście dobre wyjście, zażyczyła sobie jednak, aby na tym bynajmniej nie poprzestać i pozwolić młodym zbliżyć się do siebie stopniowo, bez nacisków oraz bez ingerencji ze strony matek.
- Pamiętaj, moja droga, że to młodzi. O wiele lepiej zbliżą się do siebie, kiedy tylko nie będziemy im stać nad głową - powiedziała Ludwika.
- Oczywiście, moja kochana. Chociaż jesteś czasami nazbyt romantyczna, to jednak w tej sprawie muszę się z tobą zgodzić - odpowiedziała jej Zofia takim tonem, jakby tłumaczyła dziecku coś, co jest oczywiste.
- Zatem mogę liczyć na to, że nasze dzieci dostaną czas na to, aby spokojnie móc się poznać na nowo? - spytała Ludwika.
- Naturalnie. To nie ulega kwestii - odparła na to Zofia.
- I nie będziemy na nich wywierać żadnej presji?
- Mogę ci to obiecać. Oczywiście liczę na to, że mimo wszystko nie zajmie im to zbyt wiele czasu. Za kilka dni ma być bal, na którym oczekuję, że moi synowie ogłoszą oficjalne zaręczyny z twoimi córkami. Wierzę, iż Franciszek i Karol nie będą zwlekać i zrobią to, czego oczekuje od nich Austria.
- Austria? A może ty?
- Czy jedno wyklucza drugie?
Ludwika nie zdążyła odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ właśnie w tej chwili do pokoju weszli Franciszek i Karol, obaj ubrani w galowe stroje. Pierwszy z nich miał na sobie strój koloru niebieskiego, drugi zaś białego. Ludwika od razu przestała myśleć o swoich mieszanych uczuciach wywołanych zachowaniem jej dawnej przyjaciółki i podeszła do młodzieńców, aby czule ich obu powitać, na co ci wyrazili zgodę, bez żadnego wahania. Ludwika wszak była im zawsze ulubioną ciocią i osobą, u której często spędzali wakacje i święta. Mieli z jej osobą oraz jej domem wiele przyjemnych wspomnień, które teraz powróciły na widok tej pełnej ciepła i serdeczności kobiety. Obaj młodzieńcy uściskali więc z przyjemnością Ludwikę, która powitała ich ciepło i serdecznie, jak dobra ciocia, która długo nie widziała swoich ulubionych siostrzeńców.
- Tak się cieszę, moi kochani, że was znów widzę - powiedziała Ludwika, nie kryjąc swojego wzruszenia - Tak dawno was już nie widziałam. Minęło tyle czasu.
- Zbyt wiele czasu, ciociu - odpowiedział jej ze smutkiem w głosie Franciszek - Wybacz mi, że nie bywałem u ciebie ostatnimi czasy, nawet po powrocie z nauk, ale obowiązki cesarskie były przytłaczające.
- Rozumiem to doskonale - odparła mu na to wyrozumiałym tonem Ludwika - Twój ojciec zmarł tak nagle. Nikt się tego nie spodziewał. Tak nagle z człowieka, który dopiero uczy się sprawować władzę, zostałeś cesarzem i to nie byle jakiego królestwa, a wielkiego imperium. To nie było łatwe zadanie.
- Mimo to, powinienem choć raz was odwiedzić w Possenhofen.
- Jeszcze będzie ku temu niejedna okazja, mój chłopcze. Wybacz, że tak do ciebie mówię, ale zbyt dobrze pamiętam, jak byłeś dzieckiem i po prostu jakoś nie umiem o tym zapomnieć. Wybacz, proszę, starej kobiecie.
- Och, ciociu. Jak możesz mnie prosić o wybaczenie za coś, co sprawia, że choć na chwilę zapominam o tym, iż jestem cesarzem i mam tak wielkie obowiązki do wykonania?
- Poza tym, ciocia nie jest znowu taka stara. Jeszcze niejeden mężczyzna by do cioci mógł iść w konkury, gdyby tylko oczywiście ciocia nie była zamężna - wtrącił się do rozmowy Karol.
Ludwika parsknęła śmiechem, rozbawiona jego stwierdzeniem i spojrzała z uwagą na młodszego z synów arcyksiężnej. Młodzieniec ów, zaledwie tylko rok od Franciszka młodszy, nieco od niego niższy, posiadacz bujnej i niesamowicie jasnej czupryny barwy słońca oraz zielonych oczu, stanowił całkowite przeciwieństwo swojego brata. Co prawda, obaj fizycznie byli do siebie dość podobni, choć włosy cesarza posiadały barwę o wiele ciemniejszego blondu, a oczy były niebieskie, ale nie w wyglądzie zewnętrznym tkwiły ich największe różnice, a w zachowaniu i podejściu do życia. Karol Ludwik, młodszy z synów arcyksiężnej, nigdy nie był przez nią i ojca przygotowywany do sprawowania jakiekolwiek władzy. Co za tym idzie, jego edukacja była duża skromniejsza od edukacji Franciszka Józefa, ale też o wiele lżejsza. Mniej oczekiwano od Karola niż od jego starszego brata i o wiele mniej poważne były jego obowiązki, bardziej będące czymś w rodzaju funkcji reprezentacyjnych. Z tego powodu Karol nie podchodził zbyt poważnie do tego, co robił i żył pełnią życia, ciesząc się nim na tyle mocno, na ile to było możliwe. Czasami to nawet aż zbyt mocno. Nawet do takiej prowincji jak Bawaria dotarły pogłoski o jego wybrykach, oczywiście mocno przesadzone, jednak równie mocno osadzone na fundamentach prawdy. Ludwika słyszała od męża o niektórych z nich, jednak nie bardzo w nie wierzyła. Nie, żeby uważała młodszego z synów swojej dawnej przyjaciółki za aniołka w ogóle niezdolnego do żadnego wybryku. Wręcz przeciwnie, już jako dziecko przejawiał on skłonności do łamania zasad i bycia lekkoduchem, a jego życiem mottem było stwierdzenie „jakoś to będzie”. Ludwika wiedziała o tym, ale nie była w stanie uwierzyć w wyolbrzymione plotki na temat Karola. Wiedziała bowiem, że mimo tego lekkiego podejścia do życia, młodzieniec mimo wszystko jest dobrym człowiekiem, zaś jego wybryki wynikają nie ze złego charakteru lub też złego serca, a po prostu lekkomyślności, której nieraz bardzo żałował. Ponadto, Karol posiadał w sobie niesamowity wdzięk, jak i urok osobisty, cechę niezwykle w życiu publicznym przydatną, dlatego też ostatecznie nie tylko wyrozumiała Ludwika, lecz i sama surowa arcyksiężna Zofia, która starszego syna za podobnego rodzaju wybryki ukarałaby z całą surowością, wybaczyły Karolowi wszystko, co robił. Bo czyż nie był on uroczy i dobry mimo swoich wad? Ponadto, kiedy niby to młody człowiek, nie mający na swoich barkach żadnych poważnych obowiązków, ma się wyszaleć? Kiedy się ożeni? O nie! To już lepiej, aby zrobił to teraz, dopóki jest jeszcze kawalerem. Po ślubie obowiązkowo będzie musiał się ustatkować, lecz czy należy go ganić za to, że teraz korzysta z życia?
Ludwika uśmiechnęła się do Karola, jednocześnie przypominając sobie plotki krążące na jego temat, o długach hazardowych po cichu spłacanych przez samego Franciszka, o jego licznych romansach z damami dworu swej matki, o zakładach z kolegami z lat studenckich, w tym również tym najbardziej szokującym, kiedy to, aby wygrać sporą sumkę przejechał nago nocą przez miasto na grzbiecie swojego konia. To wszystko w oczach wyrozumiałej księżnej brzmiało dość dziwacznie, ale mimo wszystko nie budziło w niej zgorszenia. Ludwika bowiem dobrze pamiętała wybryki swojego najstarszego syna Wilhelma, zanim ten się ustatkował, ożenił i założył rodzinę. Wybryki te niewiele się różniły od zachowania Karola. A jej mąż, Maksymilian von Wittelsbach sam nie był lepszy. Zanim ją poznał, miał na swoim koncie kilka romansów i to jeden zakończony tym, iż uciekał przez okno z sypialni swojej nowej sympatii, przyłapany tam przez jej męża, który podobno nawet do niego strzelał.
- Nie wiedziałem, że ona jest mężatką. A niby skąd ja miałem to wiedzieć? - miał się potem tłumaczyć przyjacielowi Maksymilian - Przecież powiedziała mi, że jest wolna. No i jak tu ufać kobietom? Niestety, to nie jest bydło, aby miało być oznakowane. Choć chyba powinno się to robić. Przynajmniej nikt by się potem nie mylił i nie byłoby takich sytuacji jak ta.
Tak, Maksymilian był w młodości bardzo podobny z zachowania do Karola. Zresztą po ślubie jego dosyć ekscentryczny styl bycia niewiele się zmienił. Rzecz jasna, żonie był wierny i kochał ją ponad wszystko, podobnie jak i urodzone mu przez nią dzieci. Ale czyż nie trzymały się go żarty? Czyż nie wszedł, podczas ich podróży poślubnej na szczyt piramidy Cheopsa i nie zagrał tam na cytrze serenadę dla swej małżonki? Czyż nie wygłupiał się kiedyś dla swoich dzieci przebrany za clowna? Czyż mimo pewnych wad nie był najbardziej kochanym i najbardziej uroczym człowiekiem na świecie? Wobec tego, dlaczego Karol miałby nie stać się kimś takim? Przecież mimo swoich wad nie był przecież cynicznym łajdakiem i na pewno nie będzie zdradzać Sissi, gdy ta zostanie jego żoną. A że wprowadzi w jej życie dużo humoru, tym lepiej. Ostatecznie, czym byłoby nasze życie bez odrobiny śmiechu codziennie?
Rzecz jasna, gdyby to wszystko dotyczyło innego człowieka niż Karola, to z całą pewnością Ludwika zastanowiłaby się dwukrotnie, zanim oddałaby mu swoją córkę za żonę. Ponieważ jednak był to uroczy Karolek, którego znała od dawna, to mogła być pewna, że Sissi on nie skrzywdzi. Może co najwyżej, rozdrażni czasami swoim zachowaniem, ale cóż... Na pewno nie będzie to nic, co mogło zaszkodzić ich małżeństwu.
- Och, drogi Karolu. Jak zwykle, komplemenciarz z ciebie - powiedziała do arcyksięcia Ludwika, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha - Naprawdę nie wiem, czy powinnam powierzać ci moją córką. Skoro wszystkie kobiety na świecie tak komplementujesz...
- O, przepraszam bardzo. Ja muszę zaprotestować! - zawołał na swoją obronę Karol - Ja wcale nie komplementuję wszystkie kobiety na świecie. Tylko te, które moim zdaniem na to zasługują.
- A jego zdaniem, wszystkie na to zasługują - zażartował sobie Franciszek.
Karol spojrzał na niego z udawaną złością i powiedział:
- Franz, a ty wiesz, co się dzieje z takimi, którzy mają za długi język, prawda?
Franciszek i Ludwika wybuchnęli gromkim śmiechem, a Zofia uśmiechnęła się tylko zadowolona. Bardzo rozbawił ją żart jej syna, choć okazała to w znacznie mniej emocjonalny sposób niż pozostali. Ponadto była zadowolona z faktu, iż jej młodszy potomek wywarł tak pozytywne wrażenie na jej przyjaciółce. Był to dla kobiety naprawdę bardzo dobry znak. Oznaczał bowiem, że plany matrymonialne, które stworzyła są jak najbardziej możliwe do realizacji.
Chwilę później do pokoju wszedł lokaj, który zapowiedział przybycie dwóch córek księżnej Ludwiki, Heleny i Elżbiety. Zaraz potem obie dziewczyny weszły do pokoju. Obie były elegancko ubrane w suknie, może i niezbyt modne, ale nadal robiące ogromne wrażenie. Pierwsza z nich miała na sobie suknię kremową, która zawierała kilka naprawdę uroczych dodatków w postaci sztucznych kwiatów, kilku wstążek i jeszcze paru innych drobiazgów. Druga miała na sobie suknię biała, która była całkowicie prosta i pozbawiona dodatków. Zofia celowo dopilnowała, aby tak właśnie wyglądały kreacje obu dziewczyn. Chodziło o to, aby Sissi była urocza, ale w żaden sposób nie zdołała przyćmić Nene, na której miał skupić swoją uwagę Franciszek. To Nene miała być w jego oczach tą wyjątkową i to ją miał pokochać od pierwszego wejrzenia. Sissi miała zrobić wrażenie na jego młodszym bracie. W ten sposób obaj synowie arcyksiężnej mieli zdobyć małżonki zgodnie z wyborem dokonanym w tym zakresie przez ich matkę.
Arcyksiężna nie wiedziała oczywiście o tym, że Franciszek poznał Sissi już poprzedniego dnia i zrobiła ona na nim ogromne wrażenie. Sami zainteresowani nie zamierzali jej o tym powiadamiać, obawiając się, jak kobieta by na to mogła zareagować. Ponadto Sissi wciąż jeszcze lekko boczyła się na Franciszka, jak i też nie była pewna tego, co on czuje i co zrobi. Nie zamierzała mu tego oczywiście w żaden sposób ułatwiać. Sam Franciszek z kolei był zmieszany i nie wiedział, co czuje lub myśli Sissi ani tym bardziej, co sam powinien w tej sytuacji zrobić. Ale robił dobrą minę do tej niezbyt dobrej gry, powitał serdecznie obie córki Ludwiki, podobnie jak i zadowolony ze spotkania z nimi jego młodszy brat, po czym dłonią wskazał na stół proponując, aby przy nim zasiedli i rozpoczęli już posiłek.
Chwilę później wszyscy zajęli swoje miejsca przy stole, a cesarskie śniadanie uznane zostało za rozpoczęte. Podczas posiłku Franciszek i Nene patrzyli na siebie z uśmiechem, Nene delikatnie się rumieniła, będąc wyraźnie zachwycona młodym władcą, jak i tym, że był on nią zainteresowany. Sam Franciszek po cichu zerkał w kierunku Sissi, którą zagadywał Karol, prawiąc jej komplementy oraz opowiadając o swojej ostatniej podróży do Paryża i Londynu. Sissi słuchała tego wszystkiego tylko z grzeczności, ponieważ tak naprawdę nie była tym tematem zainteresowana. Starając się w miarę możliwości ukryć ten fakt, przyglądała się rozmowie Nene z Franciszkiem, czując się przy tym tak, jakby jej serce właśnie pękało na milion kawałków. Gdyby tylko mogła, uciekłaby z tego pokoju z płaczem, krzycząc przy tym najgłośniej, jak to tylko jest możliwe. Nie była jednak w stanie tego zrobić, poza tym próbowała ukryć swoje uczucia, aby nikt się w nich nie zorientował.
Franciszek jako jedyny chyba to dostrzegł, na co mógł wskazywać fakt, że kiedy tylko wzrok Sissi spotkał się z jego wzrokiem, posłał jej spojrzenie mówiące jej, iż cierpi tak samo. Tak przynajmniej odczytała to Sissi. Zmieszana tym jeszcze bardziej, opuściła wzrok w kierunku swojego talerza, skupiając na nim całkowitą uwagę. Zaczęła też słuchać Karola i jego opowieści, aby zająć czymś myśli i nie skupiać ich na Franciszku rozmawiającym teraz z Nene i na tym, jak ogromne oraz straszne zarazem uczucie zazdrości rozdziera jej serce.
- Uważam, że będziecie ozdobą najbliższego balu, jaki niedługo zamierzamy tutaj urządzić - powiedział po chwili Karol, kończąc już swoje opowiastki - Co o tym myślisz, braciszku?
- Jestem tego samego zdania - odpowiedział mu wesołym tonem Franciszek - Sissi i Nene są prawdziwie uroczymi kwiatami. Jestem pewien, że niejeden pan tu straci dla nich głowę. A zwłaszcza dla ciebie, Sissi.
Sissi zarumieniła się delikatnie, bąknęła pod nosem jakieś podziękowania i spuściła mocno swój wzrok. Franciszek zaś spojrzał na Nene przepraszająco, po czym rzekł:
- Wybacz, Nene. Nie chciałem cię urazić swoimi słowami.
- Dlaczego myślisz, że mnie uraziłeś? - odpowiedziała mu życzliwie Nene.
- Bo mam u swojego boku taką wspaniałą i uroczą osobę, a komplementuję jej siostrę i zaznaczam, jaka to ona jest piękna.
- I co w tym złego? Przecież to moja siostra i najbliższa przyjaciółka. Znam ją nie od dziś. Dobrze wiem, że podoba się innym i to od zawsze. I nic w tym chyba dziwnego. Przecież jest piękna.
- Ale nie czujesz się zazdrosna, kiedy w twojej obecności komplementuję inną kobietę?
- To jest moja siostra. Dlaczego bym miała być o nią zazdrosna? Przecież nie mam w niej rywalki.
- Otóż to, kochani - wtrącił się do rozmowy Karol - Przecież Sissi jest zajęta przez nie mniej przystojnego mężczyznę w tym gronie, co mój brat. Czemu więc miałaby być rywalką rodzonej siostry?
Sissi poczuła, że za chwilę oszaleje. Wszyscy ją tutaj chwalą, jak bardzo jest piękna i jak dobra z niej młodsza siostra. Gdyby tylko mogli zajrzeć w jej serce i do jej duszy, z pewnością nie prawili by jej tyle komplementów. Miała ochotę teraz zapaść się pod ziemię i nigdy więcej z tej kryjówki nie wychodzić. Ale śniadanie wciąż trwało i Sissi musiała wytrwać do jego końca. Gdy zaś ten koniec nadszedł, bez namysłu udała się do swojego pokoju, gdzie upadła na łóżko i zalała się łzami.
- Boże... Boże, dlaczego? Czemu to wszystko musi być takie trudne? - łkała z rozpaczą - Ja go nie chcę kochać. Ja nie powinnam go kochać. On jest dla Nene. A Nene jest nim taka zachwycona. To przecież widać. Co ja mam robić? Boże mój, co ja mam robić?
Płakała jakiś czas, a potem leżała w smutku, bez sensu wpatrując się w ścianę swojego pokoju. Jej samotność przerwało pukanie do drzwi.
- Kto tam? - zapytała smutna.
- Przysyła mnie arcyksiężna - padła odpowiedź wypowiedziana przez pewien kobiecy głos.
Sissi nie miała ochoty na towarzystwo i najchętniej kazałaby tej tajemniczej nieznajomej odejść, jednak uznała, że to niepotrzebnie zwróci na nią uwagę, a tego przecież nie chciała. Usiadła więc na łóżku, otarła dłonią resztki łez i powiedziała:
- Proszę.
Do pokoju weszła wówczas wysoka, młoda brunetka o niebieskich oczach, delikatnych rysach twarzy, niewielkim, acz uroczym nosie oraz bardzo wyraźnie podkreślonymi kobiecymi kształtami, które dodatkowo uwypuklała suknia, jaką na sobie miała, a która była barwy jasnego fioletu.
- Dzień dobry, Wasza Wysokość - powiedziała dziewczyna, delikatnie dygając przed Sissi.
Księżniczka przyjrzała się jej uważnie. Dziewczyna wyglądała na nieco od niej starszą. Od niej i od Nene. Po jej manierach i umiejętności wyrażania się Sissi łatwo odgadła, że dziewczyna z pewnością jest damą dworu.
- Kim jesteś? - zapytała zaintrygowana.
Bardzo chciała wiedzieć, dlaczego Zofia ją przysłała.
- Nazywam się Ida Ferenczy - odpowiedziała jej nieznajoma - Jestem tu damą dworu i właśnie przed chwilą przydzielona mnie Waszej Wysokości, aby jej służyć i w razie czego pomóc jej poruszać się na dworze.
- Czyli masz mi udzielać pomocy? - zdziwiła się Sissi - Uważasz, że będę jej potrzebować, aby móc się tutaj swobodnie poruszać?
- Nie o to chodzi - odpowiedziała na to Ida - Każda księżniczka, nawet będąc tutaj w gościnie, otrzymuje do pomocy damę dworu. Siostra Waszej Wysokości też ją otrzymała.
- Skoro tak, to inna sprawa - odparła na to Sissi, uśmiechając się życzliwie do dziewczyny - Przypomnisz mi, jak się nazywasz?
- Ida Ferenczy, Wasza Wysokość.
- Dziwne nazwisko. Chyba nie austriackie.
- Nie, Wasza Wysokość. Jestem Węgierką.
- Węgierka! - Sissi z radości aż klasnęła w dłonie - To cudownie! Przed laty mój nauczyciel wiele mi o waszym kraju opowiadał. To, co mi przekazał było tak bardzo ciekawe, że pokochałam Węgry, nawet ani razu tam nie będąc. A może i ty mi coś o nich opowiesz? Bardzo chętnie posłucham.
To mówiąc, wskazała dłonią na krzesło stojące niedaleko jej łóżka. Ida, mając na twarzy lekki uśmiech, usiadła i zaczęła odpowiadać na pytania księżniczki.
***
Od wyżej opisanych wydarzeń minął tydzień. Franciszek i Karol poświęcili go na to, aby spędzić jak najwięcej czasu z Nene i Sissi, aby je lepiej poznać i aby nawiązać z nimi pewną nić sympatii. Co prawda, obaj doskonale znali dziewczyny jeszcze z czasów dzieciństwa, ale przecież od tamtego okresu minęło bardzo wiele czasu i dziewczynki, z którymi kiedyś się bawili, teraz wyrosły na piękne młode kobiety, a ich charaktery ewoluowały z dziecięcych na dorosłe. Ponieważ żaden z nich nie był tego świadkiem, bo przecież nie widzieli się z Nene i Sissi przez kilka lat, trzeba było obie siostry poznać od nowa i nie tylko odnowić dawną znajomość, ale i nawiązać relacje z dorosłymi wersjami swoich dawnych towarzyszek zabaw. O ile jednak Franciszkowi i Nene dosyć dobrze poszło ponowne poznanie się, to Karol nie miał już tak łatwo z Sissi. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze uczucie, jakie księżniczka żywiła do jego starszego brata, co skrzętnie próbowała ukryć, ale efekty tego uczucia dawały się mimo to odczuć. Po drugie, Karol nigdy nie należał do ulubionych towarzyszy zabaw Sissi. Gdy był dzieckiem, to zwykle bawił się z jej starszym bratem, a ją i Franciszka niekiedy nazywał zakochaną parą i ciągnął Sissi za włosy lub dla zabawy wrzucał jej śnieg za sukienkę. Nie był zły, ale te wszystkie głupie zachowania z czasów dzieciństwa nie służyły mu teraz, gdy próbował rozmawiać z Sissi i nawiązać z nią jakąś bliższą znajomość. Po trzecie zaś, Karol nie był dla księżniczki na tyle interesujący, co jego starszy brat i prócz tego wydawał się jej nieco zarozumiały, chociaż oczywiście czarujący na ten swój wiedeński sposób. Ale urok osobisty Karola, o ile działał na większość ludzi wokół niego, na Sissi nigdy jakoś nie działał, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak np. na jej mamę lub ciocię Zofię, a już na pewno nie na kobiety, które przewijały się przez jego sypialnię, o czym Sissi też słyszała i co bynajmniej nie wpływało na pozytywny wizerunek Karola w oczach księżniczki.
Franciszek też posiadał pewne problemy. Nie dlatego, żeby nie radził sobie w rozmowach z Nene, ale za bardzo jego myśli skupiały się wokół Sissi. Ponadto z Nene, chociaż była to naprawdę urocza dziewczyna, pełna wdzięku i subtelności, nie miał zbyt wielu tematów do rozmowy. Rozmawiał z nią i to było przyjemne dla niego doświadczenie, jednak to nie było w stanie dorównać jednemu spotkaniu nad jeziorem, jakie miało miejsce tydzień temu. Nie był w stanie zapomnieć Sissi, jak cudownie wtedy wyglądała, jak uroczo się uśmiechała, jak słodko brzmiał jej głos, gdy do niego mówiła i jak wspaniale jeździła konno i jak cudownie wiatr jej wtedy rozwiewał włosy. Oczywiście Nene też pięknie jeździła, temu nie mógł w żaden sposób zaprzeczyć, ale nie była taką wspaniałą Amazonką jak Sissi. W niej było tak wiele pasji, tak wiele woli życia, tak wiele nieziemskiego uroku, połączonego z brakiem jakiekolwiek sztuczności i zmanierowania, że każda kobieta, nawet tak piękna i urocza jak Nene, po prostu wypadała przy niej blado w oczach Franciszka. Ponadto powracały tutaj dawne uczucia, jakie kiedyś Franz i Sissi żywili do siebie jeszcze jako dzieci. Młody cesarz nie był w stanie o tym zapomnieć i dlatego tak źle się czuł, kiedy widział Sissi rozmawiającą podczas przechadzek z jego bratem. Odnosił wrażenie, iż dziewczyna dobrze się czuje w towarzystwie Karola, ale nie na tyle, na ile by chciała. Ponadto, za każdym razem, gdy ich wzrok się ze sobą spotykał, w oczach dziewczyny Franciszek widział wyraźny smutek. Dobrze też wiedział, że to on jest jego przyczyną, co bynajmniej nie wpływało na jego dobre samopoczucie.
Cóż jednak miał zrobić? Odtrącić Nene, która przecież nic złego nigdy mu nie zrobiła? Powiedzieć, że jej nie poślubi i to pomimo tego, że tak na dobrą sprawę, on sam nie był jej w stanie niczego zarzucić, poza tym, iż nie jest swoją siostrą? Czy miał zniweczyć tak długo tworzone plany swojej matki, dowodzącego zresztą wielkiej mądrości i prawdziwego zmysłu politycznego? Czy miał brać za żonę tę, którą pokochał, ale która nie czułaby się dobrze w takim miejscu pełnym sztywnej etykiety ograniczającej wolność, której to etykiety sam Franciszek chwilami miał już serdecznie dosyć? Czy Sissi podołałaby zadaniu bycia cesarzową? Czy dobrze by się czuła w tej roli? Czy jednak Nene nie jest dużo lepiej dostosowana do bycia przyszłą władczynią Austrii? Te wszystkie wątpliwości sprawiały, że Franciszek nie był w stanie tak po prostu powiedzieć Nene, kogo tak naprawdę kocha i że nie potrafi tego zmienić, pomimo usilnych starań dziewczyny. Ponadto wiedział, iż od jego decyzji wiele zależy, nie mógł zatem podjąć jej tak po prostu, pod wpływem emocji, które przecież mogą łatwo minąć z czasem. Dlatego sprawa ta nie była tak prosta i dlatego też Franciszek przeżywał prawdziwe katusze, wijąc się z myślami i będąc dręczony przez wątpliwości.
W przeciwieństwie do Franciszka, Karol nie posiadał żadnych wątpliwości. Sissi mu się niezwykle podobała i dlatego zalecał się do niej najmocniej, jak tylko to było możliwe i jedyne, co go lekko obruszało to fakt, iż dziewczyna nie ulega jego urokowi osobistemu, jak wszystkie inne kobiety znane mu dotychczas. Ale jak by się nie starał, Sissi nie wyglądała na osobę, na której to robi wrażenie. Nieraz potem sam sobie, siedząc w swoim pokoju, zadawał pytanie:
- Nie no, co ja źle robię?
Sissi oczywiście nie wiedziała o jego przeczuciach w tej sprawie, choć nawet gdyby je znała, niewiele by ją to wszystko obchodziło. Karol wydawał się jej miły i dosyć czarujący, ale nie był w stanie zrobić na niej takie wrażenie, jak robił to jej ukochany Franciszek jednym swoim uśmiechem. Tyle, że on nie zamierzał żenić się z Sissi. On zabiegał o jej siostrę. Smutne.
Tego dnia, a było to tydzień po przyjeździe do pałacu, Sissi przechadzała się po jego korytarzach w towarzystwie Idy Ferenczy. Obie rozmawiały właśnie na temat Karola, na temat którego obie miały nieco inne zdanie.
- Nie rozumiem, dlaczegóż to Wasza Wysokość nie chce poślubić arcyksięcia Karola - rzekła Ida Ferenczy - Każda inna kobieta na miejscu Waszej Wysokości...
- Ja nie jestem każda inna - odpowiedziała z lekką złością Sissi.
- Ale co Wasza Wysokość ma do zarzucenia arcyksięciu Karolowi?
Sissi chciała powiedzieć, że nie jest swoim bratem, ale wtedy zdradziłaby się ze swoim uczuciami, czego robić nie chciała, dlatego odparła:
- Ja go nie kocham.
Ida lekko parsknęła śmiechem, rozbawiona tym stwierdzeniem.
- Wasza Wysokość, w rodzinach królewskich rzadko bierze się ślub z miłości.
- Moi rodzice go wzięli.
- To prawda, ale rodzice Waszej Wysokości są po prostu książętami. A Wasza Wysokość ma wejść do rodziny cesarskiej. Tutaj liczy się przede wszystkim chyba polityka i odpowiednie koneksje.
- I to mnie właśnie martwi. Mało kto tutaj bierze ślub z miłości.
- Miłość może pojawić się z czasem.
- Nie w tym przypadku. Poza tym, czy ty byś chciała wyjść za kogoś, kogo nie kochasz?
- Ja nie muszę się tym przejmować, Wasza Wysokość. Ja jestem tylko prostą szlachcianką z Węgier. Proste szlachcianki biorą zwykle ślub, z kim chcą.
- To ja też wolę być prostą szlachcianką.
- Och, Wasza Wysokość. Bycie księżniczką też ma swoje plusy. Ponadto, ma się wtedy zdecydowanie więcej przywilejów i więcej możliwości. Owszem, ma się też za to więcej obowiązków, ale coś za coś. Ponadto problemy sercowe o wiele łatwiej jest rozwiązać, mając uprzywilejowaną pozycję społeczną.
- No, nie jestem pewna. Gdybyś tylko wiedziała, co się dzieje w moim sercu, nie mówiłabyś, że łatwo mi jest rozwiązać moje problemy. Ale nie mogę ci tego powiedzieć, co jest w moim sercu. Nikomu tego nie mogę powiedzieć. Jedyne, co ci mogę powiedzieć, to fakt, że naprawdę mam wielki problem.
Ida nie wytrzymała i parsknęła teraz jawnym śmiechem.
- Proszę mi wybaczyć, Wasza Wysokość, ale to mi się wydaje straszne, ale to strasznie zabawnie. Wielki problem, zaleca się do Waszej Wysokości najbardziej przystojny mężczyzna w całej Austrii (zaraz po cesarzu, oczywiście), codziennie zasypuje Waszą Wysokość kwiatami oraz prezentami, codziennie Waszą Wysokość rozpieszcza na wszelkie możliwe sposoby... Rzeczywiście, to jest wielki problem.
Sissi uśmiechnęła się do Idy, rozbawiona sposobem, w jaki wypowiedziała ona te słowa. Musiała przyznać, że był on nad wyraz dowcipny.
- Tak, masz rację. Jak na to spojrzeć z tej perspektywy, to rzeczywiście można odnieść wrażenie, że posiadam jedynie luksusowe problemy. Ale tylko pozornie, bo możesz być pewna...
Nie dokończyła, ponieważ do jej uszu dobiegł nagle dźwięk, którego dawno już nie słyszała, a który bardzo dobrze znała.
- Czy ty też to słyszysz? - zapytała Idę.
Ferenczy nadstawiła ucha, nasłuchując uważnie i pokiwała głową potakująco.
- Tak, też to słyszę. Ktoś tutaj gra na skrzypcach.
- Znam tę melodię - rzekła po chwili Sissi - Jest ona znana tylko w Bawarii. Tutaj raczej jej nie znają.
- Chyba jednak znają, skoro ktoś ją gra.
- Ale kto miałby...?
Nagle Sissi rozjaśniło się w głowie. Wiedziała już, kto może grać ten utwór na skrzypcach. Zaintrygowana ruszyła biegiem w kierunku pokoju, z którego to dobiegał dźwięk melodii bawarskiej. Ida pobiegła szybko za nią, próbując jakoś zatrzymać księżniczkę i przypomnieć jej, że to nie wypada biegać po korytarzach pałacu cesarskiego, nie zdołała jednak tego zrobić, ponieważ Sissi zaprawiona już od dziecka w bieganiu, dotarła prędko do pokoju, którego szukała i bez pukania weszła do środka. Zastała w nim młodego, ledwie trzydziestoletniego mężczyznę, wysokiego i szczupłego, z gładko ogoloną twarzą, szatyna o niebieskich oczach, ubranego w czarne spodnie i białą koszulę, stojącego na środku pokoju, bokiem do Sissi. Trzymał w rękach skrzypce i powoli na nich grał, wyraźnie pogrążając się w muzyce, jaką wydobywał ze swojego instrumentu. Widać było, że kocha to, co robi i skrzypce są dla niego bardzo ważne.
Sissi przyjrzała się mężczyźnie i bez trudu go rozpoznała. Uśmiechnęła się radośnie, gdyż był to człowiek niezwykle jej bliski.
- Ludwik! - zawołała radośnie, głosem pełnym szczęścia.
Mężczyzna przerwał grę i spojrzał z uwagą na księżniczkę, do której właśnie podbiegła Ida, dysząc przy tym ze zmęczenia.
- Sissi! - zawołał z nieskrywaną radością.
Odłożył skrzypce na biurko i podszedł do dziewczyny, czule ją przytulając. Sissi z zachwytem wtuliła się w jego ramiona, ucałowała oba jego policzki, czule przy tym mówiąc:
- Mój kochany Ludwiku! Kuzynku drogi! Tak się cieszę, że cię znowu widzę. Tak wspaniale cię tu widzieć.
- Ciebie też, Sissi. Wyglądasz kwitnąco, kuzyneczko.
- Dziękuję. Ty też wyglądasz uroczo.
Dopiero teraz Sissi przypomniała sobie o obecności Idy. Zaśmiała się lekko, niczym małe dziecko przyłapane na gafie i powiedziała:
- Och, wybacz mi. Zapomniałam was sobie przedstawić. To jest moja dama dworu, panna Ida Ferenczy. A to jest mój kuzyn, Ludwik von Wittelsbach, następca tronu Bawarii.
- Bardzo mi miło poznać, Wasza Wysokość - powiedziała Ida, która powoli odzyskiwała normalny oddech.
Ludwik lekko zdumiał się, kiedy usłyszał nazwisko węgierskiej szlachcianki. Przyjrzał się jej uważnie, lekko podrapał palcami po podbródku i rzekł:
- Ida Ferenczy? Pani się tak nazywa?
- Tak, Wasza Wysokość - potwierdziła kobieta.
- Rozumiem - odparł Ludwik, po czym uśmiechnął się delikatnie do Sissi i powiedział: - Franciszek napisał do mnie o planach matrymonialnych swojej matki i poprosił, żebym przyjechał. Wspominał też o tym, że jego narzeczoną jest moja kuzyna Nene, a jego brat chce się ożenić z tobą. Czy to prawda? Wybacz, że pytam o to, ale jeszcze nie miałem okazji porozmawiać z Franciszkiem.
- Cóż... Jest cesarzem, ma wiele spraw na głowie - rzekła wesoło Sissi - Ale tak bardzo się cieszę, że tu jesteś, Ludwiku. Dzięki tobie będzie tu dużo weselej.
- Tego jestem pewien, Sissi.
- Wasza Wysokość, powinniśmy już iść. Arcyksiążę Karol zaprosił przecież Waszą Wysokość na spacer po cesarskim parku - przypomniała Ida.
- Wybacz mi, Ludwiku, ale ja też ma swoje obowiązki, choć nie jestem tutaj cesarzową - odparła żartem Sissi - Ale z przyjemnością jeszcze dziś porozmawiam z tobą, o ile oczywiście znajdziesz dla mnie czas.
- Ja dla ciebie zawsze mam czas, kuzyneczko - odpowiedział Ludwik, czule całując jej dłoń.
Sissi uśmiechnęła się do niego ciepło i powoli wyszła z pokoju. Zaraz za nią z pokoju wyszła Ida, nim jednak to zrobiła, Ludwik powiedział:
- Panno Ido, chyba coś pani upuściła.
Dama dworu zaczęła rozglądać się dookoła, zastanawiając się przy tym, co też mogła zgubić i gdzie to coś może leżeć. Ludwik przysunął się wówczas do niej blisko i powiedział szeptem:
- Mam dla pani wiadomość.
- Od kogo? - spytała Ida zdumionym tonem.
- Od kogoś, kto panią kocha, a kto nie mógł przybyć osobiście.
Ida spojrzała jeszcze bardziej zaskoczonym wzrokiem na Ludwika. Nie była pewna, czy dobrze rozumie jego słowa ani czy może mu zaufać. Książę bawarski oczywiście domyślił się tego, ale był na to przygotowany.
- Widzę, że mi pani nie dowierza.
- A dziwi to pana?
- Nie. Ale coś pani powiem.
- Co takiego?
- Buda, siedem lat temu. Oberża „Pod Zieloną Flaszą”. To tam się wszystko zaczęło. Była ostra bójka, dama szarpana przez dwóch oprychów i pewien dzielny rycerz wkraczający do akcji. Mam mówić dalej?
Ida dopiero teraz upuściła coś z rąk. Był to jej wachlarz. Szybko uklękła, aby go podnieść i kiedy Ludwik zrobił to samo, aby pomóc kobiecie, zapytała:
- On to panu powiedział?
- Tak. Powiedział, że tylko po tym pani mi zaufa.
- Mądry człowiek. Co panu kazał przekazać?
- Nie tutaj. Za godzinę, przy tym pokoju. Niech pani ma książkę w ręku.
- Książkę? A po co?
- To ważne. Niech pani udaje, że niesie ją pani dla księżniczki Sissi.
Po tych słowach, oboje podnieśli się z podłogi, a Ludwik podał Idzie do ręki wachlarz, mówiąc głośno:
- Proszę uważać, panienko. Ma panienka chyba dziurawe ręce.
- Proszę mi wybaczyć, Wasza Wysokość. To przez ten bieg. Tu nigdy się nie biega, a księżniczka...
- Rozumiem. Księżniczka zawsze miała temperament.
- I ma go nadal. Dziękuję, Wasza Wysokość.
Po tych słowach, Ida wyszła z pokoju. Ludwik uśmiechnął się do niej bardzo serdecznie i przyjaźnie, po czym zamknął za nią drzwi i zaczął czekać na termin umówiony ze szlachcianką.
Godzina szybko minęła i Ida Ferenczy z książką w ręku zaczęła iść w stronę pokoju księżniczki Sissi. Przed chwilą była w bibliotece po dzieło dla niej. Kiedy mijała pokój księcia Ludwika, ten wyszedł z niego nagle i wpadł na nią, wytrącając jej niechcący książkę z ręki.
- Och, przepraszam bardzo. Nie widziałem pani.
Przepraszając, Ludwik schyli się po książkę, która leżała otwarta na podłodze i szybkim, sprawnym ruchem wsunął do niej list, po czym zamknął książkę i oddał ją Idzie.
- Proszę. I jeszcze raz przepraszam.
- Nic się nie stało, Wasza Wysokość.
Jej oczom oczywiście nie umknął ruch, który wykonał książę i dopiero teraz zrozumiała, po co miała mieć ze sobą książkę. Zadowolona uśmiechnęła się lekko i powiedziała, że nic się nie stało, a następnie ruszyła do swojego pokoju. Sissi póki co nie było w pałacu, przechadzała się z Karolem po ogrodzie i Ida miała czas dla siebie. Wróciła więc do siebie, zamknęła drzwi na klucz, upewniła się, że nikogo nie ma na korytarzu, po czym usiadła przy biurku. Wyjęła z książki list, otworzyła go i zaczęła czytać. Jego treść brzmiała następująco:
Moja ukochana Ido.
Nie mogę przybyć do Austrii. Jak wiesz, jestem w niej poszukiwany za czyny, które w każdym innym miejscu byłyby uważane za czyny patriotyczne. Bardzo za Tobą tęsknię i nie wiem, kiedy znowu Cię zobaczę. Nie powiem Ci, gdzie się teraz ukrywam, bo boję się, że ktoś przechwyci ten list. Możesz jednak zaufać temu, kto ci go przekaże. Jeśli zechcesz, on przekaże też Twój list do mnie. Spieszę Ci tylko donieść, że żyję i czuję się dobrze. Jednak tęsknota za Tobą dobija mnie każdego dnia, odkąd musieliśmy się rozstać. Proszę, spal ten list zaraz po przeczytaniu i nie pokazuj go nikomu. Nie wiemy jeszcze, komu możemy ufać. Wierzę jednak, że nastaną lepsze czasy i kiedy wrócę z wygnania. A wtedy pobierzemy się i już nigdy nic nas nie rozdzieli.
Na zawsze Twój duszą, ciałem i sercem
Gyula
Ida przeczytała list kilka razy, za każdym roniąc z oczu coraz więcej łez, po czym mocno przycisnęła kartkę do serca i rzekła:
- Boże. A więc on żyje i wciąż mnie kocha. Dzięki ci, Boże. Dzięki ci, Boże!
Następnie zapaliła świeczkę i przyłożyła do niej list, który natychmiast zajął się ogniem. Ida zaraz potem wrzuciła go do kominka wraz z kopertą, ani na chwilę nie odrywając przy tym wzroku od nich, aż obie te rzeczy zamieniły się w grudkę popiołu.

Ludwika wydaje mi się ciepłą, serdeczną osobą, którą Zofia traktuje protekcjonalnie.
OdpowiedzUsuńZofia zdaje się mówić "Austria to ja".
Na szczęście Franciszek i Karol Ludwik w stosunku do cioci są serdeczni, nie zadzierają nigdy nosa.
Czytając opis Karola widzę luzaka i babiarza Adamczyka. Rozbawiło mnie to nawiązanie do "Siedmiu wspaniałych", że kobiety powinny tak jak bydło być oznakowane. Sissi jednak traktuje Karola z dystansem.
Biedna Nene. Jest piękna, urocza, wykształcona, dobrze wychowana i jedyną jej wadą to, że nie ma wdzięku i temperamentu swojej młodszej siostry.
Żal mi jej strasznie, że nawet nie domyśla się tego, co się święci.
Jak świetnie by ta scena wyglądała filmie: te ukradkowe spojrzenia między Sissi a Franciszkiem, nienazwane napięcie między nimi i udawanie, że dobrze im z narzuconymi przez rodziców partnerami.
Ciekawa postać, Ida Frenczy. W przeciwieństwie do Sissi twardo stąpa po ziemi. To nawiązanie do aktorskiej wersji "Aladyna" fajnie tu wyszło.
Pojawia się ulubiony kuzyn Sissi, Ludwik. Uwielbiam dźwięk skrzypiec, jest w nim coś magicznego.
Jeszcze nie wiemy, kim jest ten Gyula i dlaczego się ukrywa. A ta scena ze spaleniem listu mocna. Ida wie, że na na dworze jest pełno podstępnych węży i nikomu nie można ufać. Lepiej by ten list nie wpadł w niepowołane ręce.
Kolejny rozdział był bardzo ciekawy, choć też nie za wiele się w nim dzieje. Głównie skupiamy się w nim na rozterkach Sissi dotyczących małżeństwa z Karolem Ludwikiem oraz zakazanego uczucia do Franciszka, które, jak widać na każdym kroku, on odwzajemnia.
OdpowiedzUsuńRozdział rozpoczyna się od spotkania Franciszka i Karola ze swoją ciotką, na których nie mogą oni się oprzeć od komplementowania jej osoby. Zaraz potem do komnaty wchodzą Sissi i Nene, odpowiednio ubrane tak, aby ta pierwsza nie przyćmiła swoim strojem tej drugiej, co według mnie jest trochę niesprawiedliwe, ale cóż... Takie to były czasy. Podczas śniadania widać chemię między Sissi a Franciszkiem oraz oczywiście ich cierpienie z tego powodu, iż nie mogą jawnie być razem, tylko muszą kryć się ze swoimi uczuciami. Swoją drogą, widać, że Franciszek do Nene nic nie czuje, nie ma z nią wspólnych tematów do rozmowy, a Sissi z Karolem zdaje się przebywać wbrew swojej woli.
Zwierza się z tego potem swojej nowej przyjaciółce, Idzie Ferenczy, której opowiada także, że chciałaby kiedyś wyjść za mąż z miłości, a nie politycznie. W pewnym momencie ich rozmowę przerywa dźwięk skrzypiec i znana Sissi melodia. Obie dziewczyny biegną szybko za dźwiękiem i tam spotykają kuzyna Sissi, Ludwika von Wittelsbacha, który chwilę z nią rozmawia, a potem wdaje się w rozmowę z Idą, dla której ma wiadomość od jej ukochanego, który musiał wyjechać z Austrii, w której jest ścigany za przestępstwa polityczne.
Godzinę po spotkaniu z Sissi, Ludwik spotyka się z Idą na korytarzu. Udaje, że na nią wpada i wtedy przekazuje jej list od ukochanego Gyuli, który po przeczytaniu szczęśliwa dziewczyna pali w kominku zgodnie z poleceniem ukochanego.
Rozdział bardzo mi się spodobał i jak zawsze oceniam go bardzo wysoko. I jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej :)