środa, 2 listopada 2022

Rozdział III - Na cesarskim dworze



Ludwika von Wittelsbach siedziała w powozie, z uwagą obserwując siedzące naprzeciwko niej swoje dwie córki. Obie dziewczyny, jak zdążyła już zauważyć, w zupełnie różny sposób przeżywały wycieczkę. Nene patrzyła na matkę, jedynie od czasu do czasu spoglądając przez okno na widok za nim. Sissi z kolei wpatrywała się cały czas na widok za oknem, prawie w ogóle nie spoglądając ani na matkę, ani na siostrę. Po jej błędnym i zarazem wyraźnie zamyślonym wzroku łatwo się było domyśleć, że myślami jest daleko stąd. Ludwika westchnęła głęboko, gdy to sobie uświadomiła. Zrozumiała, iż szykują się poważne problemy z Sissi. Rzecz jasna, dziewczyna zawsze była niesamowicie niepokorna i trudna do okiełznania, co jej ojciec, a mąż Ludwiki, Maksymilian von Wittelsbach uważał za powód do dumy. Zapewne powodem tego był fakt, iż on sam posiadał podobny charakter i Sissi przypominała mu jego samego. O ile jednak Maksymilian szczycił się tym, że jego córeczka posiada temperament i jest niezależną i niepokorną osobą, to Ludwika nie miała powodów do radości z tego faktu. Ten charakter Sissi już wiele razy dawał się kobiecie we znaki i choć kochała córkę, rozumiejąc doskonale, że nie może jej zmieniać, to podświadomie miała nadzieję, iż Sissi z czasem sama uzna potrzebę zmiany swego charakteru i nikt z najbliższych nie będzie musiał na nią wywierać w tej sprawie żadnego wpływu. Ale póki co, raczej nic na to nie wskazywało i to było dla matki dziewczyny największym problemem.
- Pamiętajcie tylko, żeby starać się jak najlepiej zaprezentować arcyksiężnej - powiedziała po dłuższej chwili ciszy Ludwika.
- Pamiętamy o tym, mamo - odpowiedziała Nene pokornym tonem.
- I oczywiście starajcie się jak najbardziej przypaść jej do gustu. Pamiętajcie, że od tego bardzo wiele zależy.
- Wiemy o tym, mamo.
Ludwika spojrzała z uwagą na Sissi, wciąż skupioną na widoku za oknem i dodała:
- I przede wszystkim, w miarę możliwości, odpowiadajcie jedynie na pytania arcyksiężnej. Jeśli nie musicie, same pytań jej nie zadawajcie i najlepiej też się w ogóle nie odzywajcie, póki ona was o nic nie zapyta.
Sissi dopiero teraz spojrzała na matkę, wyraźnie bardzo zainteresowana tym, co od niej usłyszała. Z twarzy młodszej córki Ludwika bez trudu odczytała, że nie jest ona w żadnym razie zadowolona.
- Chcesz coś powiedzieć, moje dziecko? - zapytała Ludwika.
- Nie wiem, czy mi wolno - odpowiedziała Sissi dosyć ironicznym tonem - Sama przecież powiedziałaś, żeby nie odzywać się niepytaną.
Ludwika popatrzyła na córkę z politowaniem. Wiedziała, że ta chce w ten oto sposób wyrazić swoją dezaprobatę wobec jej decyzji, ale robi to demonstracyjnie, aby jej dokuczyć. Księżna widziała to już niejeden raz i nie robiło to na niej już wrażenia. Wiedziała, że Sissi nie jest osobą kapryśną, ale nadal była młoda i nadal musiała zrozumieć wiele rzeczy, jak choćby to, że takie zachowanie jest dziecinne i nie przystoi dorastającej dziewczynie.
- Moja droga, naprawdę nie rozumiem twojej ironii. Wiesz dobrze, że to, co wam właśnie powiedziałam, dotyczy wyłącznie cesarskiego dworu. I tylko takich sytuacji, kiedy nie jesteśmy same - wyjaśniła po chwili, z anielską cierpliwością księżna Ludwika - Poza tymi sytuacjami możecie się czuć swobodnie w kwestii zadawania pytań lub zwracania uwag.
- Dobrze, mamo. Wobec tego zwrócę uwagę, że dziwi mnie, dlaczego mamy w obecności cioci Zofii nie czuć się swobodne. Ja rozumiem, że jest ona teraz matką cesarza Austrii, ale czy z tego powodu mamy się nie czuć przy niej tak, jak kiedyś? Swobodnie jak u najbliższej rodziny?
- Sissi, proszę cię - skarciła siostrę Nene, delikatnie kładąc jej dłoń na rękach - Przecież cesarski dwór to nie nasze ukochane Possenhofen. Nie możemy się tam czuć tak swobodnie, jak w domu.
- A dlaczego nie? Franz i Karol zawsze mogli się czuć u nas swobodnie. Nie rozumiem więc, dlaczego my nie mamy się czuć swobodnie u nich.
- Bo wszystko się zmieniło, kochanie. Nie jesteśmy już dziećmi. Wszystko się teraz zmieniło. Wszystko jest inne niż kiedyś.
- I to mnie najbardziej smuci - rzekła Sissi i ponownie zaczęła przyglądać się widokowi zza okna - Chciałabym zatrzymać czas albo go zawrócić. Tak bardzo mi brakuje wielu rzeczy z przeszłości.
- Mnie też - odpowiedziała nostalgicznym tonem Nene - Naszego dzieciństwa i zabaw z tych czasów, a zwłaszcza tego, że wszystko wtedy było o wiele prostsze. Ale to już nie wróci. Nigdy nie wróci. Trzeba się z tym pogodzić i iść naprzód.
- Nie ze wszystkim da się tak łatwo pogodzić - stwierdziła Sissi - A już na pewno nie z tym, że on już nie jest moim kochanym Franzem.
- Córeczko, on zawsze będzie twoim przyjacielem, z którym bawiłaś się, gdy byliście dziećmi - powiedziała czule Ludwika, dotykając delikatnie ręki Sissi - Po prostu teraz jesteście dorośli i wasze relacje muszą być inne niż kiedyś.
- Mamo, rozumiem to wszystko, ale dziwnie się z tym czuję - odpowiedziała jej Sissi - Nie widziałam go już kilka lat. Jaki on teraz jest? Czy będzie dobrym mężem dla Nene?
- Sissi, nie ma co o tym jeszcze myśleć. Przecież jeszcze nie powiedziałam mu „tak” - odpowiedziała na to Nene.
- Ale jestem pewna, że powiesz - stwierdziła wesoło Sissi - Wszyscy mówią, że jest najprzystojniejszym mężczyzną w całym cesarstwie. A nawet jeżeli ty się w nim nie zakochasz od razu, to na pewno on zakocha się w tobie. A jak się w tobie zakocha, to na pewno zrobi wszystko, aby zdobyć twoje serce i je zdobędzie.
- A skąd wiesz, że niby się we mnie zakocha i to od razu?
- To przecież oczywiste. A niby dlaczego miałby się w tobie nie zakochać? Jak można się w tobie nie zakochać, Nene?
Helena obdarzyła siostrę serdecznym uśmiechem, po czym czule ją do siebie przytuliła, a ich matka spoglądała na to z zachwytem, wzruszona i szczęśliwa. Od razu w sercu jej się zrobiło cieplej i radośniej. Pomyślała sobie, że skoro obie jej córki, pomimo naprawdę różnych charakterów, potrafią się ze sobą dogadać, to nie może być źle.
- Cieszy mnie, że tak bardzo się nawzajem kochacie - powiedziała po chwili księżna - I chcę was zapewnić jeszcze raz o tym, co wam już wcześniej mówiłam. Żadna z was nie zostanie do ślubu przez nikogo zmuszona. Jeżeli nie zechcecie wyjść za wybranych dla was kawalerów, macie moje zapewnienie, że nie pozwolę was do tego zmusić.
- No, ale ciocia Zofia?
- Co ciocia Zofia? Kochana, zapewniam cię, że ciocia Zofia nie będzie mogła podejmować decyzji za moje córki.
- Ale jest przecież matką cesarza i ma władzę.
- Nade mną jej nie ma. Może sobie rządzić swoją rodziną, ale nie moją. Ja nie jestem jej poddaną i nie jestem zobowiązana do posłuszeństwa jej rozkazom. Dla mnie to sprawa oczywista i chcę, aby dla was też była.
Słowa matki, która potrafiła być zawsze stanowcza, kiedy tylko tego chciała, całkowicie uspokoiły nie tylko Sissi, ale i Nene, które znacznie teraz radośniejsze  jechały do pałacu cesarskiego Schonbrunn. Informacja o tym, że nikt do mariażu ich nie będzie przymuszał, zdecydowanie podnosiła obie księżniczki na duchu, a już zwłaszcza Sissi, która nie wyobrażała sobie, pomimo racjonalnego podejścia Nene do tej sprawy, aby mogła wyjść za kogoś bez miłości i z przyczyn jedynie politycznych.
Reszta podróży odbyła się w ciszy i bez żadnych rozmów, ale za to w bardzo przyjemnej atmosferze i w niej właśnie trzy panie dotarły do pałacu cesarskiego. Stojący na straży żołnierze oddali im honory i pozwolili wjechać na dziedziniec, gdzie czekali już na nich lokaje, aby zabrać ich bagaże i zaprowadzić Ludwikę i jej dwie córki do wyznaczonych im apartamentów. Cała trójka dowiedziała się od nich też, że cesarz jest chwilowo bardzo zajęty, ale arcyksiężna Zofia niedługo zechce je zobaczyć, rzecz jasna wtedy, gdy już odpoczną po podróży. Ludwika podziękowała służbie za te informacje, po czym rozgościła się w swoim pokoju, prosząc Nene i Sissi, aby odpoczęły i czekały wraz z nią na wezwanie od arcyksiężnej. Cała trójka cieszyła się z tego, że nie została z miejsca poproszona o rozmowę z Zofią, gdyż podróż trwała długo i naprawdę je zmęczyła, dlatego możliwość położenia się w wygodnym łóżku i odpoczynku w nim, była niemal błogosławiona przez księżną i jej córki. Szczególnie ten odpoczynek przydał się Ludwice, która nie będąc już pierwszej młodości o wiele szybciej się męczyła aniżeli jej dwie, pełne życia i sił pociechy. Rzecz jasna, księżna nie należała do osób starych, ale urodzenie kilkorga dzieci i wychowanie ich odcisnęło na niej fizyczne piętno, choć gdyby ktoś zapytał o to Ludwikę, to by odpowiedziała, że nigdy by nie zamieniła owego piętna na życie bez chociażby jednej ze swoich pociech, które kochała każde równie silnym uczuciem.
Ludwika zachwycona miękkością łóżka w pokoju jej przydzielonym, szybko i bez żadnych ceremonii położyła się na nim i zanim się spostrzegła, zmorzył ją sen. Leżała pogrążona w nim przez około godzinę, do czasu, gdy nagle została z niego wyrwana z powodu pukania do drzwi. Ludwika ocknęła się wówczas, nie do końca odzyskawszy wszystkie siły, załamana potarła dłonią czoło i pomstując na siebie w duchu, że zasnęła zamiast czuwać, usłyszała ponowne pukanie oraz jakieś jakby lekkie nawoływanie zza drzwi.
- Proszę! - zawołała przyjaznym tonem.
Drzwi się otworzyły i stanęła w nich jakaś kobieta, która delikatnie dygnęła przed księżną i powiedziała tonem jak najbardziej uprzejmym i uniżonym:
- Witam, Wasza Wysokość. Nazywam się baronowa Helga von Tauler i jestem osobistą damą dworu arcyksiężnej Zofii. Pragnę powitać Waszą Wysokość, a także przekazać jej, że Jej Wysokość arcyksiężna prosi do siebie na rozmowę.
- Dziękuję ci, baronowo - odpowiedziała jej przyjaźnie Ludwika - Czy moje córki również są proszone na rozmowę?
- Na razie jeszcze nie, Wasza Wysokość. Na razie arcyksiężna chce z panią porozmawiać na osobności.
- Rozumiem. Chodźmy zatem.
Baronowa dygnęła przed księżną jeszcze raz, po czym zabrała ją ze sobą do pokoju arcyksiężnej. Jak tylko do niego dotarły, baronowa zapukała delikatnie do drzwi i czekała na wezwanie, a gdy została poproszona do środka, zameldowała przybycie księżnej Ludwiki.
- Jej Wysokość prosi - rzekła po dokonaniu wszelkich formalności baronowa, po czym dygnęła i odeszła.
Ludwika weszła do pokoju, w którym zobaczyła Zofię. Kobieta stała przed biurkiem i wpatrywała się z uwagą w swoją kuzynkę i dawną przyjaciółkę, z którą od dawna nie miała już kontaktu, a która teraz stała przed nią, uśmiechnięta i taka serdeczna jak zawsze, choć oczywiście starsza niż wtedy, gdy Zofia ostatni raz ją widziała. Przybyło jej nieco zmarszczek i trochę siwych pasemek na głowie, ale to nadal była ta sama Ludwika. Ta sama przyjazna twarz, te same jasno zielone oczy, te same jasno brązowe włosy i te same suknie nie pasujące do współczesnej mody panującej na dworze, którą zresztą Ludwika nigdy specjalnie się nie przejmowała. I nic w tym dziwnego. Żyjąc na prowincji trudno mieć pojęcie o tym, co się dzieje w wielkim świecie. No, ale przecież Ludwikę nigdy wielki świat nie pociągał. Jako spokojniejsza i zdecydowanie mniej ambitna od Zofii nie pragnęła zostać ani żoną władcy, ani matką władcy. Pragnęła wieść spokojne życia z dala od świata wielkich elit, w którym się wychowała i w którym to zawsze błyszczała Zofia. Nic w tym zatem dziwnego, że Ludwika z wielką przyjemnością przyjęła oświadczyny księcia Maksymiliana von Wittelsbacha i zamieszkała z nim na prowincji. Mężczyzna też nie lubił salonów i życia w stolicy cesarstwa, w której bywał jedynie wtedy, kiedy musiał i łatwo odnalazł wspólny język z Ludwiką, z którą połączyło go szczere i prawdziwe uczucie i z którą po ślubie zamieszkał w swojej rodzinnej posiadłości w Bawarii. Podsumowując zatem, jak Ludwika mogła wiedzieć, co się nosi, a czego nie nosi w stolicy cesarstwa? Zofia doskonale to wszystko rozumiała, dlatego nie zamierzała z tego powodu krytykować swojej przyjaciółki, choć uczucie lekkiego politowania wobec niej mimowolnie poczuła.
- Ludwiko, moja droga! Tak bardzo się cieszę, że cię widzę! - zawołała Zofia, uśmiechając się przy tym delikatnie.
Kobieta wyciągnęła obie ręce w kierunku swojej dawnej przyjaciółki, która to obdarzyła ją pełnym ciepła uśmiechem i przytuliła się do niej tak, jak dawniej obie miały w zwyczaju.
- Witaj, Zofio. Miło cię znowu widzieć - powiedziała Ludwika.
W jej głosie nie było ani odrobiny fałszu, kobieta mówiła szczerze. Zofia to bez trudu wyczuła, dlatego tym przyjemniej było jej uciskać kuzynkę i zarazem przyjaciółkę z dawnych lat. Cieszyło ją jednak, że księżna nie przybyła do pałacu z mężem i resztą dzieci. Widok całej tej wesołej gromadki spowodowałby u Zofii wielki ból, ponieważ sama nie potrafiła już cieszyć się życiem, a radość posiadania przez Ludwikę pełnej rodziny powodował u arcyksiężnej ogromną zazdrość, nad którą kobieta była w stanie zapanować, jeżeli tylko nie widziała swej przyjaciółki w pełni jej szczęścia rodzinnego. Dlatego też dziękowała w duchu, że Ludwika nie wzięła ze sobą do Wiednia wszystkich swoich bliskich. Widok ich, tak bardzo ze sobą szczęśliwych i tak bardzo sobie bliskich, byłby dla Zofii nie do zniesienia. A tak mogła swobodnie rozmawiać z dawną przyjaciółką, nie czując wobec niej ani zazdrości, ani niechęci.
- Cieszę się, że przybyłaś do Wiednia, Ludwiko - powiedziała Zofia, kiedy już obie wypuściły się nawzajem z ramion - Rozumiem, że skoro to zrobiłaś, to moja propozycja została przez ciebie przyjęta.
- Istotnie, Zofio. Tak właśnie jest - odpowiedziała jej Ludwika - Chciałabym jednak z góry zastrzec sobie jedną sprawę.
- Naprawdę? A jaką?
- Nie chcę, żeby nasze dzieci były zmuszane do ślubu ze sobą. Franz i Nene są na pewno dla siebie stworzeni, podobnie jak Karol i Sissi, ale... Jeżeli któraś ze stron nie zechce brać ślubu, nie może być do niego zmuszana.
Zofia uśmiechnęła się do Ludwiki z lekkim politowaniem w oczach, po czym pokazała jej dłonią krzesło stojące naprzeciwko jej biurka. Gdy księżna już na nim usiadła, Zofia powoli i spokojnie usadowiła się na swym miejscu, spojrzała na swą rozmówczynię, po czym zapytała:
- Naprawdę uważasz, że zmusiłabym twoje córki do ślubu z moimi synami? Że oczekiwałabym od ciebie wywarcia na nich odpowiedniej presji?
- Wydaje mi się, że byłabyś do tego zdolna - odpowiedziała na to Ludwika i lekko machnęła ręką na znak protestu - Nie, proszę cię. Nie rób mi tego. Nie mów mi, że się mylę. Zbyt długo już cię znam, żebym miała myśleć inaczej. Chcesz, aby Austria miała godnych następców tronu, aby twoi synowie zyskali godne żony, z którymi doczekają się dzieci. Ciągłość rodu musi być zapewniona. Dynastia musi mieć dziedziców. Dlatego ożenisz swoich synów z odpowiednimi, swoim zdaniem oczywiście, osobami. A kiedy już te osoby wybierzesz, to nie odstąpisz od swojej decyzji, aż nie osiągniesz swojego celu.
- Uważasz więc, że jestem cyniczna?
- Nie. Uważam, że zrobisz wszystko dla dobra dynastii, której utrzymaniu się podjęłaś jeszcze za życia swojego męża. Aby osiągnąć ten cel, jesteś gotowa zrobić naprawdę wiele.
- Czy to twoim zdaniem źle?
- Zależy, jak wiele jesteś gotowa zrobić dla osiągnięcia tego jakże wielkiego celu. Jeżeli wszystko w granicach moralnych, to nie. Jeżeli jednak wszystko, ale to dosłownie wszystko, to tak. To wtedy jest złe. A przynajmniej w moich oczach.
Zofia uśmiechnęła się ironicznie do Ludwiki. Cała ona, pomyślała sobie. Po tylu latach wciąż jeszcze wierzy w opowieści o wielkich i wzniosłych ideałach, o małżeństwie jedynie z miłości, o działaniach jedynie w granicach etyki i zasadach moralnych, których nigdy nie wolno nagiąć. Nic się nie zmieniła. Jej przyjaciółka z dziecinnych lat wciąż była tą samą osobą, co kiedyś. Mimo upływu lat nadal była tą samą nieśmiałą dziewczyną stojącą w kącie, gdy wszyscy inni tańczą i się bawią w najlepsze. Pozostającą w cieniu, kiedy reszta błyszczy w blasku słońca. Nigdy nie flirtującą, nie zdobywającą tłumu wielbicieli, czytającą książki i chodzącą na wszystkie możliwe przedstawienia Szekspira i Moliera, nigdy też nie posiadającą kajecika, aby wpisywali się do niego kawalerowie chcący z nią zatańczyć na balu. Jakże inna była od Zofii, błyszczącej zawsze w towarzystwie i mającej wiecznie obok siebie wianuszek wielbicieli, lubiącej co prawda książki oraz sztukę, jednak zawsze wolącą od nich życie i znającą doskonale jego prawa, według których, jeśli nie jesteś w tym świecie kimś, to jesteś nikim. Zofia jednak też miała swego czasu w swoim życiu okres, kiedy wierzyła w ideały. Lubiła błyszczeć i czerpała z tego radość, ale wierzyła, podobnie jak i jej przyjaciółka, że ożenić się można jedynie z miłości i mimo przestrzegania zasad tego nieszczęsnego świata, można w nim się doskonale odnaleźć i trwać w nim, jednocześnie będąc w porządku ze wszystkimi i samą sobą. Z czasem jednak zmieniła się. Z radośnie patrzącej w swoją przyszłość osoby stała się ponura i bardzo nieprzyjemna wobec ludzi, odseparowała się od większości dworu, miewała nieraz ataki złości, podczas których zdecydowanie lepiej było schodzić jej z drogi, a ponadto, straciła także wszelkie złudzenie, o ile oczywiście kiedykolwiek je posiadała. Wiedziała teraz na pewno, że życie nie jest litościwe wobec człowieka, a już na pewno nie życie w wielkim świecie polityki. Albo było się w nim drapieżnikiem, albo też ofiarą. Zofia ofiarą być nie chciała. Wystarczy, że wpadła w sidła romantyzmu i wyszła za mąż z miłości, czego teraz konsekwencje ponosiła, czując w sercu niejeden raz rozdzierający jej ten organ na kawałki okrutny ból. Wystarczy, że na tę jedną słabość sobie pozwoliła. W innych sprawach nie zamierzała pozwalać sobie na jakiekolwiek słabostki. Musiała zatem być twarda i stanowcza w swoich działaniach, a sentyment, jaki jej pozostał wobec dawnej przyjaciółki i zarazem dalszej kuzynki bynajmniej nie mógł tego zepsuć. Ani też uczucie do synów, których przecież bardzo kochała, a których musiała, dla ich własnego dobra, zobowiązać do jak najszybszego ożenku z pannami godnymi życia z nimi. A za te panny Zofia uznała córki swojej przyjaciółki. Ludwika zatem nie może jej niczego popsuć swoimi sentymentami. Ona jej na to nie pozwoli.
- Moja droga, jesteś naprawdę wciąż tą samą idealistką, jaką byłaś przed laty - powiedziała Zofia, a jej twarz zdobił ironiczny uśmieszek - Rozumiem doskonale to, że liczysz się ze zdaniem swoich dzieci i chcesz dla nich jak najlepiej, ale czy nie przyszło ci do głowy, że jako matka wiesz lepiej, co dla nich dobre, a co nie? One przecież nie mają twojego doświadczenia i daleko im jeszcze do niego. Zatem powinny polegać w tym wypadku na twoim zdaniu.
- A ono powinno być takie, że skoro sobie coś postanowiłam, to tak ma być i nie ma dyskusji? - spytała lekko zdenerwowana jej uśmieszkiem Ludwika.
Zachowanie Zofii sprawiło, że radość wynikająca z pierwszego spotkania po długim czasie z dawną przyjaciółką, wyparowała zastąpiona niechęcią i złością. Księżna poczuła, że jeszcze chwila i natychmiast stąd wyjedzie razem z córkami, aby już nigdy tutaj nie powrócić. Mimo różnic w charakterach, ona i Zofia zawsze przecież były przyjaciółkami i zawsze się umiały zrozumieć. Dlaczego teraz było inaczej? Czy strata jednej bliskiej sobie osoby była w stanie tak mocno wszystko zmienić w życiu jej drogiej Zofii? Jeśli tak, to Ludwika nie chciała jej takiej znać. Taka Zofia, cyniczna i bezwzględna w dążeniu do celu, napawała ją wstrętem oraz niechęcią.
- Wybacz, moja droga, ale dałam już moim córkom słowo, że nie wyjdą one za mąż wbrew swojej woli - rzekła po chwili Ludwika stanowczym tonem - I nie zamierzam łamać tego słowa tylko dlatego, że ty masz jakieś swoje plany. Nic mi do nich, ale jeżeli mają one wmanewrować moje dzieci w niecne gierki polityczne, to muszę zaprotestować. Kocham cię jak siostrę i wiele dla ciebie bym zrobiła, ale tego oczekiwać ode mnie nie możesz. I nie oczekuj.
Zofia spojrzała uważnie na Ludwikę, oczekującą od niej odpowiedzi. Szybko zrozumiała, że pod tym względem jej dawna przyjaciółka też się nie zmieniła. Nikt nie był jej w stanie do niczego zmusić. Jeśli już coś robiła, to tylko dlatego, że tego sama chciała. Wszelki przymus był jej wstrętny, sama go na nikim nie wywierała i domagała się, aby wobec niej również go nie wywierano. Arcyksiężna zrozumiała, że skoro tak sprawy się mają, to przekonanie Ludwiki do czegokolwiek nie będzie takie proste. Mimo to postanowiła spróbować. Przecież na pewno są w stanie jakoś się ze sobą dogadać. Zawsze umiały to zrobić i teraz też tak będzie.
- Moja droga Ludwiko, dlaczego wszystko widzisz w czarnych barwach? Kto powiedział, że ja zamierzam przymusić twoje córki do czegokolwiek? Zapewniam cię, że nie taki jest mój zamiar. Chcę jedynie, by nasze rodziny się połączyły, gdyż twoje córki to najlepsze partie w całym cesarstwie, podobnie jak i moi synowie. To przecież oczywiste. Ponadto nasze dzieci się dobrze znają i to od dawna. Dlaczego zatem nie miałyby stworzyć szczęśliwych związków ze sobą? Dlaczego też nie miałyby się w sobie zakochać? Jestem pewna, że jest to jak najbardziej możliwe.
- To prawda, nie zamierzam zaprzeczać - odparła na te słowa Ludwika - Ale to wszystko jest na razie sferą naszych pobożnych życzeń. Naprawdę bardzo bym chciała, aby nasze dzieci się pobrały, jednak nie zamierzam wywierać na nie presji, nawet najmniejszej. I proszę, abyś ty też tego nie robiła. Jeżeli nie przez wzgląd na nasze dzieci, to przez wzgląd na mnie.
- W porządku. Jeżeli dzięki temu poczujesz się szczęśliwa, to oczywiście daję ci moje słowo w tej sprawie. Wierzę jednak, że obejdziemy się bez niego, bo nasze dzieci się pokochają.
- Oby tak było, Zofio. Oby tak było.
Ludwika po tej rozmowie wstała, pożegnała się z arcyksiężną i wyszła, żeby zajrzeć do swoich córek. Bardzo chciała z nimi porozmawiać, zanim te zobaczą się z Zofią, a potem Franzem i Karolem. Uznała, że lepiej będzie przygotować je do tak ważnego wydarzenia. Zwłaszcza Sissi, która swoim niepokornym charakterem jest gotowa strzelić jakąś gafę. Matka nie zamierzała jej do niczego zmuszać, ale oczekiwała, że córka w zamian nie przyniesie jej wstydu na dworze. Dlatego była zdumiona i zaniepokojona zarazem, gdy zajrzała do pokoju swej młodszej latorośli i nikogo tam nie zastała, a od pokojówki jej usługującej dowiedziała się, że Sissi wyjechała konno w nieznanym nikomu kierunku.
- Boże, co ona wyprawia? - zapytała samą siebie Ludwika - Zapomniała, że to nie Possenhofen? Nie może się tak zachowywać. Żeby tylko nie narobiła głupstw.

***

Sissi powróciła po jakimś czasie na dwór. Była wściekła i nie zamierzała tego ukrywać. Jej stan nie pozwalał na prowadzenie jakichkolwiek rozmów, dlatego też, gdy matka przyszła ją odwiedzić, aby udzielić jej reprymendy, Sissi poprosiła, aby dała jej spokój i o nic nie pytała. Ludwikę bardzo to zdziwiło, jednakże doskonale wiedziała, iż wypytywanie córki o cokolwiek, gdy jest ona w takim stanie, nie ma najmniejszego sensu, dlatego też nie zamierzała tego robić. Powiedziała jedynie:
- Sissi, rozumiem, że miałaś jakąś przygodę podczas swojej wycieczki i chyba nie była ona miła. Nie będę o nic pytać, to twoja sprawa. Chcę jednak cię prosić, abyś nie robiła więcej podobnych rzeczy. Nie tutaj. Zrozum, tutaj nie jesteśmy u siebie i nie możemy być tak swobodne jak w domu. Arcyksiężna za kilka godzin może zechcieć rozmawiać z tobą i Nene. Proszę, bądź więc na miejscu.
- Dobrze, mamo. Będę - odpowiedziała Sissi, marząc o tym, aby ta rozmowa jak najszybciej się zakończyła.
Ludwika podeszła do Sissi i delikatnie dotknęła jej ramion, po czym palcami podniosła delikatnie jej podbródek w górę, spojrzała córce w oczy i rzekła:
- Kochanie, jeżeli coś się stało, możesz mi o tym powiedzieć. Pamiętaj o tym. Możesz mi zawsze o wszystkim powiedzieć.
- Wiem, mamo. Ale chwilowo nie chcę. I nie mogę - odpowiedziała Sissi, a w jej oczach zaszkliły się łzy.
Ludwika wiedziała, że naciskanie nic nie da, poza tym nie była w stanie do tego się posunąć, dlatego pocałowała córkę w czoło i wyszła. Sissi zaś odczekała, aż ucichną na korytarzu jej kroki, po czym opadła dziko na łóżko i zaczęła płakać. Nie chciała, żeby ktoś ją widział w tym stanie. Wolała swój smutek przeżywać w samotności. Nie miała pojęcia, że w tej samej chwili do pałacu właśnie powrócił Franciszek Józef, który także daleki był od posiadania radosnego nastroju. Zresztą, nawet gdyby wiedziała o tym, nie bardzo by ją to obeszło. Była przecież na niego zła za to, co zrobił, gdy oboje się poznali. Okłamał ją, oszukiwał, flirtował z nią, a nawet ją pocałował. Sprawił, że serce mocniej jej przy nim zabiło. I po co? Po to, aby ożenić się z Nene, kiedy tylko mamusia mu każe? To było po prostu podłe i niesprawiedliwe.
Z rozmyślań wyrwało księżniczkę pukanie do drzwi. Sissi opanowała płacz, podniosła lekko głowę znad poduszki i zapytała:
- Kto tam?
- Baronówna von Tauler - padła odpowiedź.
Sissi nie miała teraz ochoty na czyjekolwiek towarzystwo, ale zainteresowało ją nazwisko, jakie podała jej osoba za drzwiami. Było ono takie samo jak to, które nosiła baronowa, która ich przyjęła w pałacu. Czyżby to była jej córka? Tylko, po co ona tu przyszła? Może matka ją z czymś przysłała? Lepiej się tego dowiedzieć.
- Proszę - powiedziała Sissi.
Do pokoju weszła dziewczynka w wieku około jedenastu lat, ubrana w ładną, kremową sukienkę. Włosy miała barwy jasnego brązu, oczy zaś niebieskie, nosek kształtny i delikatny, a usta o lekko zadziornym ułożeniu. Sissi przyjrzała się jej uważnie, dochodząc szybko do wniosku, że dziewczynka nie jest zbyt podobna do swojej matki, ale uznała, iż najwidoczniej pewne cechy urody odziedziczyła ona po swoim ojcu i nie rozważała tego w głowie. Zamiast tego zapytała:
- Jesteś córką baronowej Helgi von Tauler?
- Zgadza się, Wasza Wysokość - odpowiedziała dziewczynka, delikatnie przed Sissi dygając.
- Czy twoja mama czegoś sobie życzy? Albo ma mi coś do przekazania?
- Nie, Wasza Wysokość. Mama nie wie, że tu jestem. Ja chciałam tylko... Ale nie wiem, czy wolno mi to powiedzieć.
- Wolno. Powiedz mi, proszę. Co chciałaś?
- Chciałam zobaczyć Waszą Wysokość. Słyszałam pewne opowieści o tym, że jest Wasza Wysokość jedną z najpiękniejszych kobiet w całej Bawarii i chciałam się przekonać, czy to prawda.
Sissi parsknęła śmiechem, słysząc te słowa. Od razu jej się poprawił humor. Usiadła na łóżku, przyjrzała się uważnie dziewczynce i zapytała:
- A więc widzisz mnie. I do jakich wniosków doszłaś?
- Że to prawda - odpowiedziała dziewczynka - Jest Wasza Wysokość jedną z najpiękniejszych kobiet w Bawarii.
Sissi zaśmiała się delikatnie.
- A czy dużo widziałaś kobiet w Bawarii?
- Nigdy tam nie byłam.
- To skąd wiesz, że jestem jedną z najpiękniejszych kobiet w Bawarii?
- Ponieważ jest Wasza Wysokość najpiękniejszą ze wszystkich kobiet, jakie tutaj widziałam. Nawet moja mama nie jest taka piękna, a co dopiero ja. Jeśli więc tutaj jest Wasza Wysokość najpiękniejsza, to w Bawarii tym bardziej, a w każdym razie musi tam Wasza Wysokość być jedną z najpiękniejszych kobiet.
Rozbawiona tymi słowami, Sissi z uwagą zaczęła przyglądać się dziewczynce i poczuła, że łatwo ją polubi. Ta mała wydawała jej się urocza i słodka, a zarazem również niezwykle bystra. Sposób, w jaki się wysławiała dowodził, że otrzymała staranne wykształcenie, godne miejsca, w którym przebywała.
- Bardzo ci dziękuję za te wszystkie komplementy. Jak masz na imię?
Dziewczynka wyprostowała się dumnie i powiedziała:
- Jestem Idalia Ludwika Aurelia Roberta Yvett von Tauler. Ale wszyscy tutaj mówią mi Ilary. To od pierwszych liter moich imion.
- Ilary brzmi bardzo ładnie, zapamiętam - odpowiedziała jej serdecznie Sissi - A ja jestem Elżbieta Amelia Eugenia von Wittelsbach, ale moi przyjaciele mówią mi Sissi. Czy chciałabyś być moją przyjaciółką?
Ilary uśmiechnęła się do niej radośnie i zawołała:
- Oj tak i to bardzo!
- Doskonale. W takim razie mów mi Sissi, dobrze?
- Dobrze, Wasza Wyso... To znaczy, Sissi.
Księżniczka wstała z łóżka i podeszła do dziewczynki, delikatnie głaszcząc ją dłonią po główce.
- Bardzo miło mi cię poznać, Ilary. Czy teraz, skoro jesteśmy przyjaciółkami, zrobisz coś dla mnie?
- Oczywiście. Co tylko chcesz - odpowiedziała z entuzjazmem Ilary.
- Chciałabym wziąć kąpiel. Możesz to zorganizować?
- Sissi, tutaj księżniczki nie kąpią się w dni powszednie. To nie wypada.
- Nie wypada? - Sissi prychnęła z pogardą i zdumieniem zarazem - Przecież to głupie.
- Taka jest tradycja.
- To bardzo głupia tradycja, Ilary.
- Też tak uważam, ale co robić? Ale wiesz, tutaj jest łaźnia turecka, z której wolno korzystać, jak często się tylko chce.
Sissi uśmiechnęła się zadowolona. Łaźnia to był jeszcze lepszy pomysł. Tam z pewnością zmyje z siebie kurz i brud, a przy okazji wypocona i lekko zmęczona przez gorąc nie będzie myśleć o Franciszku.
- Uważam, że łaźnia to bardzo dobry pomysł. Zaprowadzisz mnie tam?

***

Pół godziny później, Sissi siedziała wraz z Ilary w żeńskiej części łaźni. Nie było tam prócz nich nikogo, inne damy chwilowo nie korzystały z tego miejsca, co Sissi powitała z prawdziwą radością. Wolała, żeby nikt im nie przeszkadzał. Tak bardzo chciała się wyciszyć po niemiłej przygodzie z Franciszkiem, a przy okazji poznać swoją nową przyjaciółkę i towarzystwo kogokolwiek innego byłoby jej w tamtej chwili bardzo nie na rękę.
Ilary owinięta szczelnie białym ręcznikiem, obserwowała Sissi, która siedząc na ławce naprzeciwko niej, też ubrana jedynie w biały ręcznik, wachlowała sobie twarz dłonią, wzdychając przy tym delikatnie.
- Czyli przybyłaś tutaj, aby wyjść za księcia Karola Ludwika? - zapytała po chwili Ilary.
- Tak, ale jeszcze nie wiemy, czy ze ślubu coś będzie - odpowiedziała Sissi.
- A to dlaczego?
- Ponieważ jeszcze nie rozmawiałam z arcyksięciem Karolem. Nie wiem, czy mu się spodobam. Widziałam się z nim ostatni raz bardzo dawno temu.
- Jestem pewna, że mu się spodobasz.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- A dlaczego miałabyś mu się nie spodobać? Przecież jesteś piękna i bardzo sympatyczna. Co się może w tobie komuś nie podobać?
- Nie wiem. Może to?
Po tych słowach, Sissi odsunęła lekko opadające jej chwilowo na prawe ramię włosy i lekko się obróciła, aby dziewczynka mogła się dobrze przyjrzeć temu, co jej chciała pokazać. Ilary dostrzegła wówczas, że na prawym ramieniu księżniczki widnieje spora kotwica wytatuowana z niezwykłą precyzją.
- Ładna, co? - zapytała dowcipnie Sissi - Zrobiłam ją sobie podczas wycieczki nad Morze Śródziemne, jakieś cztery lat temu. Ale nikt o tym nie wie. Poza moim tatą i moim kuzynem Ludwikiem z Bawarii. No i teraz tobą.
Ilary poczuła się zaszczycona faktem, że Sissi zechciała jej powierzyć swoją tajemnicę, dlatego zadowolona i dumna z tego faktu powiedziała:
- Obiecuję, że nikomu nie powiem.
- Trzymam cię za słowo. Taki tatuaż może wszystko zepsuć. Nie wiem, jakie ma podejście Karol do takich rzeczy. Uważam, że lepiej jest nie zrażać do siebie przyszłego męża, a już na pewno nie na początku znajomości. Chociaż i tak nie wiem, czy za niego wyjdę. Ani nie wiem, czy on zechce mnie. Wydaje mi się, że to raczej mało prawdopodobne.
- A jeżeli zakocha się w tobie od pierwszego wejrzenia?
Sissi parsknęła śmiechem, rozbawiona tym zabawnym stwierdzeniem swojej nowej  przyjaciółki.
- Od pierwszego wejrzenia? Mówisz jak z książki. Tylko tam się dzieją takie rzeczy. W życiu nie ma tak łatwo.
- Trochę szkoda. Bardzo bym chciała, żeby w życiu również się zdarzały takie opowieści jak z książek o prawdziwej miłości.
- Domyślam się. I chciałabyś zapewne, żeby to wyglądało to tak: poznajecie się, zakochujecie w sobie od pierwszego wejrzenia, zbliżacie się do siebie i nic nie jest w stanie was rozdzielić, tak dobrze się ze sobą czujecie.
Ilary rozmarzona potwierdziła tę wizję, ale Sissi zareagowała na to, zabawnie się śmiejąc i mówiąc:
- Ale nic z tego, zapomnij o tym. Bo w prawdziwym życiu, nawet jeżeli tak to wygląda, to on żeni się z twoją siostrą.
- Ja nie mam siostry.
Sissi poczuła, że palnęła gafę. Nie chciała, aby Ilary na początek wiedziała o niej dosłownie wszystko, dlatego szybko obróciła sprawę w żart.
- To tylko taki przykład. Idę się opłukać.
Po tych słowach, wstała z ławki i wyszła z pokoju, aby przejść do kolejnego pomieszczenia, w którym znajdował się wielki basen. W nim zawsze chłodzili się ci, którzy wcześniej wygrzali swoje ciało w sali parowej. Kiedy jednak Sissi tam szła, wpadła niespodziewanie na kogoś. Zaniepokojona szybko podtrzymała dłonią ręcznik, aby jej nie opadł i zauważyła, że ma przed sobą Franciszka. On również był owinięty ręcznikiem, najwidoczniej w tej samej chwili korzystając z tej samej łaźni, ale siedząc w części męskiej.
- Och, proszę o wybaczenie - powiedziała Franciszek, który dopiero po chwili zorientował się, kogo ma przed sobą - Sissi? To ty?
Księżniczka musiała przyznać, że Franz wyglądał teraz bardzo przystojnie, jeszcze bardziej niż podczas przejażdżki. Mimowolnie spojrzała na jego tors, a jej serce zaczęło mocniej bić, między nogami zaś poczuła, jak dziwnie się robi mokro i to bynajmniej nie z gorąca. Szybko się jednak opanowała i rzekła:
- Proszę, proszę. Kogo ja widzę? Toż to Józef, osobisty pokojowiec cesarza. A nie, przepraszam. To sam Franciszek Józef I, największy kłamca w całej Austrii.
Franciszek westchnął głęboko i z przygnębieniem. Wiedział, że zasługuje na te słowa, ale mimo wszystko postanowił się bronić.
- Sissi, ile jeszcze razy mam cię za to przepraszać? Nie chciałem cię w żaden sposób skrzywdzić. Nie zamierzałem też z tobą flirtować.
- To czemu to zrobiłeś? - zapytała Sissi.
- Nie umiałem się tobie oprzeć. Jesteś zbyt piękna i zbyt zachwycająca.
- Dziękuję za ten miły komplement, ale co z tego? Czy twoim zdaniem moja uroda jest jedynym moim atutem?
- Broń Boże! Wcale tak nie uważam.
- Więc co jeszcze cię we mnie zachwyca?
- Wszystko. Przede wszystkim jednak to, że jesteś taka sama jak wtedy, gdy cię ostatni raz widziałem.
- Tego nie możesz wiedzieć. Nie widziałeś mnie zbyt długo, żebyś mógł być tego pewnym.
- Jestem tego pewny, bo cię znam. Bo widzę tę samą uroczą Sissi, którą tak bardzo lubiłem, gdy byliśmy dziećmi.
Sissi poczuła, że serce wali jej w piersi jak oszalałe, a jej ciało ogarnia nagle uczucie dotąd jej nieznane, ale cudownie zniewalające. Franciszek chyba wyczuł to i próbował wykorzystać sytuację, przysuwając się do niej i próbując pocałować ją w usta, ale Sissi odwróciła twarz na bok i powiedziała:
- A co z Nene?
- A co ma do tego Nene? - zapytał Franciszek.
- Przecież masz się z nią ożenić. To ma do tego Nene. Co zamierzasz zrobić w sprawie mojej siostry? Mojej siostry, którą twoja matka wybrała ci na żonę?
Odwróciła się plecami do Franciszka, oczekując jego odpowiedzi. Usłyszała jednak tylko głuche milczenie. Dobrze wiedziała, co ono oznacza. I wiedziała, że jeżeli będzie dalej to ciągnąć, to w końcu straci siostrę i złamie sobie serce. Rozum krzyczał jej w głowie, aby uciekała z tego miejsca jak najdalej, zanim wszystko nie przybierze jeszcze gorszego obrotu. Zachowanie Franciszka tylko utwierdziło ją w tym przekonaniu. Poza tym, jak mogłaby odbić siostrze narzeczonego? Siostra nie robi czegoś takiego siostrze. Takie rzeczy niszczą relacje między rodzeństwem i to zwykle na zawsze. Sissi nie chciała do tego dopuścić, dlatego postanowiła szybko zakończyć to, co zaczęło się pojawiać między nią a Franciszkiem.
- Sam widzisz. To nie ma najmniejszego sensu - powiedziała po chwili.
Z oka pociekła jej łza, która powoli przejechała po policzku, zanim opadła na podłogę. Franciszek nie widział tego, gdyż dziewczyna stała do niego tyłem.
- Sissi, to nie jest takie proste. To wszystko jest bardziej złożone - powiedział Franciszek, w głębi serca jednak czując, jak strasznie głupio to brzmi.
- Złożone? Być może - odpowiedziała Sissi, obracając się do niego przodem - Ale coś ci powiem. Znałam kiedyś chłopca, który mimo swoich drobnych wad, był najmilszym i najbardziej uroczym chłopcem na świecie. On nigdy by mnie tak nie zranił, jak ty właśnie to robisz. I nigdy nie wahałby się w podejmowaniu decyzji. On zawsze wiedział, czego chce. A także, czego nie chce. Wiesz może, co się teraz dzieje z tym chłopcem? Chętnie bym z nim znowu porozmawiała, bo ten, który to właśnie przede mną stoi, na pewno nim nie jest.
Franciszek doskonale wiedział, że zasłużył na tę przyganę, dlatego spojrzał smutnym wzrokiem na Sissi, przez chwilę nic nie mówiąc, po czym zapytał:
- To co mam robić? Jak się zachować? Nie chcę nikogo ranić, ale wiem, że co bym nie zrobił, ktoś będzie cierpiał. A nie chcę, żeby ktoś cierpiał.
- Nie umiem ci pomóc, Franciszku - odpowiedziała mu Sissi - Jeżeli sam nie wiesz, czego chcesz, to ja ci nie pomogę.
- Kto powiedział, że ja nie wiem, czego chcę?
- Twoje milczenie, gdy zadałam ci pytanie. Było aż nadto wymowne.
Franciszek opuścił smutno głowę w dół, a Sissi dodała:
- Posłuchaj, ten chłopiec, o którym przed chwilą mówiłam, wiedziałby, co ma zrobić i jak postąpić. Zawsze to wiedział. Jeśli nie wiesz, co należy zrobić, spytaj się go o to. Na pewno dobrze ci poradzi. Pomoże ci zadeklarować, czego chcesz, a czego nie chcesz. A kiedy już to zrobi, powiedz mi to, abyśmy oboje mieli spokój i już się tym wszystkim nie dręczyli.
Wypowiedziawszy te słowa, Sissi skierowała swoje kroki w kierunku pokoju z basenem, pozostawiając Franciszka Józefa sam na sam z problemem, któremu nie był on w danej chwili podołać. Nie wiedziała, jaką decyzję podejmie, lecz po cichu miała nadzieję, iż przyzna, że go tylko zauroczyła, przypominając mu dawne czasy i zaręczy się z jej siostrą. Co prawda, decyzja ta złamałaby jej serce, jednak byłaby o wiele lepsza od złamania serca i nadziei Nene na idealny mariaż. W głębi duszy wiedziała, że Franciszek podejmując taki wybór uczyni ją do końca życia nieszczęśliwą, ale czy istniało inne wyjście? A poza tym, nie podobał się jej Franz taki, jakiego teraz widziała. Taki niezdecydowany i niepewny i zachwycony tylko jej urodą. Nie takiego go zapamiętała. I nie takim go chciała.
- Gdyby tylko był inny - mówiła sama do siebie, gdy naga pływała w basenie, spłukując z siebie pot i gorąc sali parowej - Gdyby tylko był taki sam, jak kiedyś. I gdyby tylko nie był cesarzem. Wszystko byłoby wtedy łatwiejsze. Nawet Nene by to zrozumiała. Nawet mama. Nawet ciocia Zofia. Jestem tego pewna.
Podpłynęła do brzegu basenu, oparła się o niego rękami, po czym złożyła na nich głowę, mówiąc po cichu sama do siebie:
- Boże drogi. Jestem po prostu beznadziejna.

2 komentarze:

  1. Mnie się podoba. Napisane bardzo starannie z dużą dbałością o szczegóły, realia itd.
    Jakie to piękne! Czuć tę atmosferę, jakby się tam było.
    Sissi i Nene bardzo się różnią. Sissi za bardzo idealizuje przeszłość, a Nene twardo stąpa po ziemi. To mnie się podoba. Ta różnica między siostrami. Przy okazji, zdecydowanie trzymam stronę Nene. Bo skąd przekonanie, że teraz będzie gorzej ? Będzie po prostu inaczej. Mam nadzieję, że Nene też sobie kogoś znajdzie. To naprawdę wartościowa dziewczyna i zasługuje na kogoś, kto ją pokocha.
    Ludwika to dobra matka. Martwi się o czy Sissi ze swoim niepokornym charakterem się odnajdzie na cesarskim dworze. Nie chce też Nene zmuszać do małżeństwa z cesarzem, choć to małżeństwo bardzo by poprawiło status ich rodziny.
    Zofia, mam takie wrażenie, traktuje dawną przyjaciółkę z pewną wyższością, jako naiwną prowincjuszkę. Różnią się też podejściem do wychowania dzieci.
    Ludwika szanuję autonomię swych dzieci, Zofia zaś uważa, że potomstwo jest tylko po to, by spełniać wolę i życzenia rodziców.
    Baranowa to dla mnie hipokrytka, jest taka słodziutka, że aż mdli od tego cukru.
    Córka baronowej jest niezbyt do niej podobna, autor już wyraźnie sugeruje, że to nie jest jej dziecko. A swoją drogą, urocza jest ta mała dziewczynka, taka rezolutna.
    Zabawne to spotkanie Sissi i Franciszka w tej łaźni.
    Milczenie też jest formą odpowiedzi. Niech on się w końcu zdecyduję, czego i kogo chce.
    Żal mi Sissi. Już coś poczuła do tego gamonia Franza, ale też chce być lojalna wobec siostry.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest naprawdę bardzo ciekawy i sporo się w nim dzieje. Na początku mamy ukazaną drogę naszych sióstr do Wiednia, z której dowiadujemy się m.in. o ogromnej miłości łączącej Nene i Sissi. Po dotarciu do pałacu cesarza, matka dziewczyn zostaje wezwana na rozmowę z arcyksiężną Zofią podczas której widać, jakimi przeciwieństwami są dawne przyjaciółki. Jedna z nich, matka Nene i Sissi jest osobą raczej spokojną, ale nie dającą sobie narzucić cudzego stanowiska, a arcyksiężna jest stanowczą i wiedzącą, czego chce od życia kobietą, która za punkt honoru stawia sobie utrzymanie dobrej reputacji dynastii, dlatego chce przede wszystkim dobrze ożenić swoich synów, Karola i Franciszka, z wybranymi przez siebie kobietami.
    Tymczasem Sissi, po powrocie z przejażdżki i niefortunnym spotkaniu z Franciszkiem, idzie do swojej komnaty, gdzie za wszelką cenę chce być sama, jednak do jej drzwi puka Ilary, córka baronowej von Tauler, z którą postanawia się zaprzyjaźnić. Dziewczyny idą do żeńskiej łaźni, gdzie radośnie rozprawiają na tematy miłosne i małżeńskie. Po chwili rozmowy i relaksu, Sissi idzie do basenu się opłukać, jednak po drodze przypadkowo wpada na Franciszka, do którego wciąż ma żal o to, że ją wcześniej oszukał, jednak zdumiewająco miło z nim rozmawia i nie unika krótkiej, acz poważnej pogawędki o uczuciach, podczas której o mało nie dochodzi między nimi do pocałunku, jednak Sissi w porę się opamiętuje, pomimo tego, iż między nią a Franciszkiem wyraźnie zaczyna iskrzyć, ale ze względu na planowane małżeństwo Franciszka z siostrą Sissi nie może to być kontynuowane. Sissi radzi Franciszkowi, aby zastanowił się nad tym, co ma zrobić w tej sprawie, po czym odchodzi do pokoju z basenem, gdzie pływając rozmyśla nad bieżącą sytuacją.
    Co będzie dalej? Czy Sissi i Franciszek będą mogli jawnie być razem? Czy może jednak będą musieli ukrywać się ze swoim uczuciem? Na te oraz inne pytania znajdziemy odpowiedź w kolejnych rozdziałach tej fascynującej opowieści, a ten rozdział oceniam na 100000000000000000000000/10 :)

    OdpowiedzUsuń

Rozdział XXVI - Niezapomniane przedstawienie

Shari stała przed babcią, uważnie się jej przyglądając, gdy ta powoli kończyła swoją robotę. Starsza pani siedziała wygodnie ulokowana na kr...